wtorek
| 11 sierpnia 2020
Tomasz Cukiernik | 31 grudnia 2019

Wara od polskiego stanowienia prawa!

Wara od polskiego stanowienia prawa!

W politycznym sporze o sądy po raz kolejny wyłania się obraz Polski podległej decyzjom organów Unii Europejskiej, w której mamy niewiele do gadania. Nie tylko nie na tym polega niepodległość, którą nasze elity poświęciły na rzecz nieprzyjaznego Polsce unijnego mocarstwa, ale może to doprowadzić do dwuwładzy w kraju i anarchii.

"Sędzia nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów" – tak stanowi artykuł 178 paragraf 3 Konstytucji RP z 1997 roku. To oczywiste, że sędziowie, którzy biorą udział w manifestacjach politycznych wymierzonych w demokratycznie wybraną władzę, sprzeniewierzają się tej konstytucyjnej zasadzie.

Niezależni czy bezkarni?

W sprawie sędziów nawet nie chodzi o niesprawiedliwe wyroki, które niejednokrotnie się pojawiają. W końcu sędzia to też człowiek i każdy może się pomylić. Ale chodzi o to, żeby system był uczciwy i wyłapywał przypadki właśnie niesprawiedliwych wyroków czy też braku niezależności i apolityczności sędziów. Czy tak się aktualnie dzieje? Wolne żarty. Co sędzia Igor Tuleya robi na marszach KOD-u i tym podobnych, wykrzykując antyrządowe hasła?

– Będziemy dziesięcioma tysiącami barykad w tym kraju

– mówił sędzia Tuleya na manifestacji przeciwko zmianom w sądownictwie.

To jest apolityczność? Ale problem z tym mają nie tylko sędziowie. Podczas moich studiów prawniczych na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach wykładowcy podkreślali, że sędziowie muszą być apolityczni i niezależni, a kiedy teraz sędziowie bezpośrednio wtrącają się w spór polityczny, to ci sami profesorowie ich… popierają! Czyli coś z nimi jest nie tak.

Uchwalone przez Sejm zmiany wprowadzają odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów m.in. za działania lub zaniechania mogące uniemożliwić lub istotnie utrudnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, za działania o charakterze politycznym i za "działalność publiczną niedającą się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów". Karami są: złożenie z urzędu, przeniesienie na inne stanowisko służbowe oraz kary finansowe. Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla, że "rozwiązania w zakresie odpowiedzialności dyscyplinarnej są wzorowane na rozwiązaniach francuskich i niemieckich, gdzie tego typu działania podlegają surowszej odpowiedzialności niż w projektowanej ustawie, tj. odpowiedzialności karnej (w Niemczech do 5 lat kary pozbawienia wolności)". Jest to o tyle istotne, że teraz odpowiedzialność zawodowa sędziów jest w dużej mierze fikcją. Bo w imię fałszywie pojmowanej solidarności jeden sędzia nie pozwoli skrzywdzić drugiego (podobnie jest w innych samorządach zawodowych). Sędziowie muszą być niezależni, ale to nie znaczy, że mają być bezkarni.

Mimo to Bruksela staje w jednym rzędzie z protestującymi sędziami przeciwko reformie. Komisja Europejska wysłała do polskich władz list, wzywając do wstrzymania prac nad projektem ustaw reformujących sądownictwo oraz do konsultacji w tej sprawie z Unią Europejską. Dzieje się to z trzech powodów. Po pierwsze, Polska totalna opozycja, chroniąca interesy pociotków po esbecji, przedstawia w nieprawdziwy sposób sytuację w Polsce, a sama Unia Europejska nie sili się, by dotrzeć do prawdziwego obrazu. Z powodów politycznych, Brukseli to nawet na rękę, więc nie interesują ją ani dotarcie do prawdziwych źródeł konfliktu, ani stanowisko drugiej strony sporu. Po drugie, na Zachodzie nie było komuny i ludzie nie rozumieją pewnych zjawisk z tym związanych tak dobrze, jak w Polsce. Po trzecie, nawet jeśli ktoś z eurokratów rozumie sytuację, to nie ma się co dziwić poparciu Brukseli, biorąc pod uwagę, jak silne są komunistyczne sympatie w Parlamencie Europejskim i Komisji Europejskiej.

Także niemieccy politycy domagają się sankcji na Polskę za reformy sądownictwa w postaci wstrzymania dotacji unijnych. Niemiecki Związek Sędziów, nie oglądając się na swoje podwórko, gdzie system wymiaru sprawiedliwości daleki jest od niezależności od władzy wykonawczej, stwierdził, że "plany polskiego rządu dotyczące reformy sądownictwa zagrażają podstawowym prawom sędziów w Polsce". Reformujmy więc. W ten sposób upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu: będziemy mieli zreformowane sądy i jednocześnie pozbędziemy się drogiej kuli u nogi w postaci szkodliwych dotacji.

Konstytucja w kąt

Prof. Krystyna Pawłowicz, była poseł, a obecnie sędzia Trybunału Konstytucyjnego, w książce "Bez cenzury. O prawie i Unii Europejskiej", wydanej w 2015 roku, pisze, że "z chwilą przystąpienia Polski do Unii Europejskiej rozpoczęło się u nas równoczesne obowiązywanie dwóch autonomicznych, niezależnych od siebie systemów prawnych. Obok polskiego prawa zaczął obowiązywać równolegle i niezależnie system prawa unijnego, na który polskie władze i sejm nie mają żadnego wpływu". W rezultacie "konstytucja sobie, a prawo na poziomie ustawowym sobie. Tzn. ustawy wykonują nakazy i pomysły, dyrektywy ośrodka unijnego, posługując się ich siatką pojęciową i realizując tzw. wspólnotowy interes, a nie wartości polskiej ustawy zasadniczej. Praktyka polskich władz uchyla ważność naszej konstytucji, do której te władze już właściwie nigdzie się nie odnoszą". Efekt jest taki, że "polskie ustawy są dla obecnego układu instrumentem jedynie uległego wdrażania do polskiego systemu dyrektyw unijnych, przy zastosowaniu konstrukcji ukształtowanych w Brukseli", przy czym nie realizuje się w ten sposób polskiego interesu publicznego.

Niestety, Unia Europejska próbuje ingerować w porządki prawne państw członkowskich nawet w obszarach, gdzie nie ma do tego żadnych uprawnień. W połowie grudnia br. europosłowie przegłosowali skandaliczny projekt rezolucji "w sprawie dyskryminacji i mowy nienawiści kierowanej przeciwko osobom LGBTI w sferze publicznej, w tym «stref wolnych od LGBTI»", wzywając m.in. polskie władze do unieważnienia uchwał, które ich zdaniem uderzają w prawa osób LGBTI. Jednym słowem, eurolewacy próbują naciskać na wtłaczanie swojej chorej ideologii, mimo że nie mają do tego ani legitymacji prawnej, ani moralnej.

"Nawoływanie przez europejskich parlamentarzystów do wycofania się z przyjętych uchwał i zagrażanie zwrotem ewentualnych dotacji unijnych w lokalizacjach, gdzie przyjęto strefy wolne od LGBT to pogwałcenie wszelkich praw, traktatów konstytucji czy wolności słowa, a sama unijna rezolucja to niewątpliwie akt zemsty za odwagę i upór Polaków, to jawne uderzenie w nasze korzenie i tradycje chrześcijańskie. Lewicowej propagandzie właśnie o to chodzi, aby w każdy możliwy sposób wymuszać i kształtować na polskim i europejskim społeczeństwie ich marginalny światopogląd"

– komentuje w mediach społecznościowych Bartłomiej Pejo, wicestarosta powiatu świdnickiego z Konfederacji.

Nie na tym polega suwerenność państwa, że unijne dyrektywy kopiuje się do polskich ustaw, a z każdą głupotą różne organy państwowe zwracają się do instytucji Unii Europejskiej o opinię i stanowisko po to, by potem skrupulatnie słuchać wyroków tamtejszych komisarzy i innych mędrców, którzy niejednokrotnie nie mają pojęcia ani nie rozumieją sytuacji w Polsce. Tak nawet nie było, kiedy Polska jako część sojuszu bratnich krajów socjalistycznych była zależna od towarzyszy z Moskwy! Przypominam, że projekt każdej ustawy musi być badany pod względem zgodności z prawem Unii Europejskiej, a nie jest badana jego zgodność z polską Konstytucją. Dlaczego nie widzą tego ci obłudni "obrońcy Konstytucji" z KOD-u?

Wara!

W tym kontekście należy przywołać słowa posła Roberta Winnickiego z Konfederacji wypowiedziane na forum Sejmu.

– Trzeba jasno powiedzieć Komisji Europejskiej: wara od polskiego stanowienia prawa, od tego, co robi suwerenny Sejm RP. Nie macie prawa wtrącać się w naszą wewnętrzną debatę, nie macie prawa, aby dyktować z Brukseli, jak będzie wyglądać polskie sądownictwo, polskie prawo

– powiedział poseł Winnicki.

Te słowa byłyby słuszne, gdybyśmy nie byli członkiem Eurosojuzu. Problem w tym, że dopóki jesteśmy w UE, Bruksela niestety ma prawo wtrącać się w znaczną część polskiej legislacji. Ale rzeczywiście powinniśmy dążyć do niepodległości, a słowa w takim duchu powinien wypowiedzieć nie opozycyjny poseł Winnicki, a premier Mateusz Morawiecki albo prezydent Andrzej Duda. Jednak oni się nie odezwą, bo przecież to między innymi ludzie z ich obozu politycznego wciągnęli Polskę do unijnego bagna. Gdzie im do odwagi premiera Australii, który – narażając się na potępienie ze strony politycznie poprawnej opinii publicznej – ostro odpowiedział na bezczelne wtrącanie się do jego rządów ideologów tzw. globalnego ocieplenia.

– Australia i australijski rząd będzie prowadził politykę opartą o narodowy interes Australii, na tym, co Australii jest potrzebne. Na tym się skupiam – powiedział premier Scott Morrison. – Nie jest moim zadaniem komentowanie tego, co ludzie spoza Australii uważają, co Australia powinna robić. W Australii będziemy robić to, co uważamy, że jest właściwe dla Australii. I to co zawsze było moją przewodnią zasadą. Nie jestem tu po to, by imponować ludziom z zagranicy. Jestem tutaj, aby robić właściwą robotę dla Australijczyków i o nich myśleć na pierwszym miejscu

– podkreślił polityk.

Tylko Konfederacja ma zdroworozsądkowe i trzeźwe podejście do kwestii sporu o sądy pomiędzy koalicją rządową a totalną opozycją wspieraną przez Brukselę. Formacja oświadczyła, że "rządzący serwują nam kolejne projekty pisane na wariata, mnóstwo błędów legislacyjnych, a wszystko sprowadza się do podmianki kadrowej i przejęcia władzy w sądach. A sądy jak działały źle, tak dalej działają źle! W tej chorej wojnie, która nic nie daje obywatelom, nasza ideowa prawica nie stoi po żadnej ze stron – nie chcemy, żeby ktoś rządził sądami, my chcemy, żeby wreszcie były szybkie, sprawiedliwe i niezależne. To jest nasz cel!".

– Wbrew temu, co mówi PiS, nie ma dziś łatwego rozwiązania tej sytuacji. Jednak również wbrew temu co mówi totalna opozycja, nie ma dziś zgody na dalsze trwanie w tak niewydolnym systemie sądowniczym, w którym zwykli obywatele nie mają poczucia sprawiedliwości, a przedsiębiorcy na wyrok muszą czekać latami

– powiedział w Sejmie poseł Konfederacji Krystian Kamiński.

Problem w tym, że obie strony sporu politycznego nie są ani gotowe, ani chętne do jakichkolwiek dyskusji w tej sprawie. PiS i tak może przegłosować wszystko co chce, więc nie potrzebuje wsparcia opozycji. Z kolei totalnej opozycji bardziej zależy na utrzymywaniu i podgrzewaniu konfliktu niż na realnej reformie sądownictwa, więc ta sytuacja jest jej ciągle na rękę.

A polskie sądownictwo musi być zreformowane także dlatego, że przez 30 lat nie przeprowadzono jego dekomunizacji i wciąż pracują tam ludzie z poprzedniego systemu. Czy szefostwo Niemieckiego Związku Sędziów nie pamięta, że w landach po byłej NRD w ramach dekomunizacji usunięto z pracy ok. 2/3 sędziów i prokuratorów? Także w Czechach w latach 90. przeprowadzono lustrację. Dlatego Konfederacja zapowiedziała – choć mocno spóźnione – złożenie projektu ustawy, który wprowadzi zakaz obejmowania stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego, Trybunału Stanu, Sądu Najwyższego i sądu administracyjnego osobom, które pełniły służbę, pracowały lub były współpracownikami organów bezpieczeństwa PRL.

Realne niebezpieczeństwo

Poseł Krzysztof Bosak z Konfederacji zauważa, że PiS-owi nie chodzi o reformę, tylko o utrzymanie w ryzach całego sądownictwa. A sytuacja jest bardzo poważna, ponieważ ten dualizm prawny, o którym pisze prof. Pawłowicz, powoduje, że może łatwo dojść do buntu sędziów, co może okazać się nie do opanowania. Tu tkwi realne niebezpieczeństwo dla państwa. Mogłoby dojść do anarchii i tworzenia się dwuwładzy w kraju. Już mamy spór prawny pomiędzy Krajową Radą Sądownictwa a Izbą Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego, która ponad polskim prawem stawia orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Ale do równoległego działania dwóch systemów prawnych doprowadza swoim działaniem nawet samo Ministerstwo Finansów. Otóż resort nie zdążył na czas wdrożyć jednej z unijnych dyrektyw i z tego powodu podatnicy mają stosować jednocześnie (!) regulacje Unii Europejskiej lub krajowe.

– W okresie przejściowym podatnik będzie mógł zastosować przepisy dyrektywy 2018/1910 albo przepisy krajowe ustawy o podatku od towarów i usług

oto stanowisko Ministerstwa Finansów.

Aż strach pomyśleć, jakie to może zrodzić konsekwencje.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor czterech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.