niedziela
| 22 września 2019

Nie ma żadnego przymusu, żeby każdy Polak był człowiekiem wierzącym, wolna wola rzecz święta, ale - czy to się komuś podoba czy nie - historycznie polskość jest z wiarą związana nierozerwalnie.  A ci, którzy walczyli z katolikami, walczyli z Polską. Nienawiść do jednych zawsze wiązała się z nienawiścią do drugich. To nie przypadek, że w bolszewickiej Rosji uczono młodych powitania "Boga nie ma" (a odpowiedź miała brzmieć: "I nie będzie"), a hasło jakie bolszewicy (i ich zwolennicy) tłumnie wykrzykiwali po zajęciu polskich miast, między innymi Lwowa, brzmiało: "Polski nie ma i nigdy nie będzie". Krzyczano też: "Precz z Kościołem - ostoją burżuazji!" i "Wytępić klechów – agentów faszystowskich!" Tak, mijają dekady, mijają całe epoki, a komuniści jak wyzywali wszystkich stających na drodze komunizmu "faszystami", tak i nazywają ich dzisiaj. Pod tym względem nie zmieniło się NIC.

Dobrze oddawało te nastroje zlecone przez komunistów w latach dwudziestych ubiegłego wieku memorandum pod tytułem "O działalności wśród duchowieństwa rzymskokatolickiego i polskich osad". Czytamy w nim: "szczelność polskiego społeczeństwa i lojalność jego do księży, jest nośnikiem i narzędziem propagandy idei wolnej Polski, a zdyscyplinowanie wiernych, umiejętnie sterowanych z kościelnej ambony, skazuje na nieuniknione niepowodzenie wszystkich prób podejmowanych przez służby bezpieczeństwa przeniknięcia na obszar, który nas interesuje".

Mińsk, rok 1923. Sowieci przerobili kościół na kino, a piękne, starannie wykonane dzwony kościelne, zrzucili z wieży i roztrzaskali. Miasteczko Bereźnica, kiedyś należące do Polski, dziś – na Ukrainie. Banderowcy po wypędzeniu lub wymordowaniu Polaków, nie tylko ograbili kościół z kosztowności (przepadł na zawsze między innymi obraz Matki Boskiej z 1681 roku), ale i - z nienawiści do polskiej wiary - wypalili jego wnętrze. Po wojnie Ukraińcy wysadzili świątynię w powietrze, a cegły przeznaczyli na cele militarne. W Białozórce, po wymordowaniu Polaków, Ukraińcy wyładowali swą zwierzęcą nienawiść na katolickiej kaplicy cmentarnej, która służyła Polakom za kościół.

Chrynów. Relacja ministranta, Zygmunta Abramowskiego: "Ksiądz rozpoczął sumę, ja z moim kolegą Jankiem Żebrowskim, stanęliśmy za drzwiami kaplicy. Razem z ludnością z poprzedniej mszy było około 200 osób. Po Podniesieniu zauważyłem, stojąc obok drzwi, podejrzany ruch. Zobaczyłem, że kilku banderowców ustawiło ręczny karabin maszynowy i poczęli strzelać do ludzi seriami i z pojedynczych karabinów. Rzucono również dwa granaty, które jednak nie wybuchły. Ludzie zaczęli uciekać drzwiami bocznymi obok zakrystii i chóru. Kaplica jednak otoczona była szczelnie i bez przerwy rozlegały się strzały. Trwał krzyk, jęki i rozdzierający uszy wrzask dzieci". Od kul ukraińskich terrorystów zginął odprawiający Mszę ksiądz Jan Kotwicki. Zginęło co najmniej 150 Polaków, większość stanowiły kobiety i dzieci. Ranni chowali się i wykrwawiali w zbożu. Na kościół koniec podpalono. Ukraińcy zdewastowali i sprofanowali niezliczone ilości katolickich kościołów, kaplic maryjnych i zabytkowych obrazów. Wiele z nich podpalono, niektóre z ludźmi w środku.

Naziści zresztą nie lepsi, jeśli chodzi o profanacje katolickich symboli religijnych. Licheń, jedno z najpopularniejszych dziś miejsc kultu religijnego. Hitlerowcy wpadli tu "z buta", strzelali do krzyży, porozbijali figurki Matki Boskiej, rozwalili ołtarz. Przeznaczyli sobie to miejsce na obóz szkoleniowy dla Hitlerjugend. W Sochaczewie Niemcy zabronili polskim katolikom śpiewania podczas nabożeństwa znanej pieśni "Boże coś Polskę (przez tak liczne wieki ochraniać raczył)". Niedługo później splądrowali miejscowy kościół, a następnie wysadzili go w powietrze.

18 stycznia 1930 roku przez Mińsk przemaszerował "antyreligijny pochód". Zorganizowana przez komunistów manifestacja dotarła pod wrota katolickiej katedry, gdzie nastąpił punkt kulminacyjny tej postępowej, bolszewickiej ceremonii. Uczestnicy rzucili na stertę obrazy i ikony, bandycko zrabowane z innych świątyń, i uroczyście te bezcenne przedmioty spalili. Odbywało się również zbiorowe plucie na krzyż. Za tą i szeregiem identycznych akcji mających na celu brutalne rozprawienie się z religią, stał "Związek Wojujących Bezbożników", na czele którego stał rosyjski Żyd – Miniej Izrailewicz Gubelman, znany później jako Jarosławski. Prosta matematyka pokazuje więc, że komuniści - z Żydem na czele - palili i profanowali symbole religijne na długo zanim naziści palili niepasujące im książki religijne, polityczne lub pisane przez Żydów. Ale o tym drugim zjawisku wiadomo na całym świecie, o tym pierwszym - wiedzą bardzo nieliczni.

W Moskwie postanowiono na 8 lat przed wybuchem wojny wybudować na chwałę komunizmu Pałac Rad. Zorganizowano konkurs na najlepszy projekt, ogłoszono przetarg, standardowe procedury. Co w tym złego? Niby nic, gdyby nie to, że pod adresem, w którym miała powstać budowla ku chwalę bezbożności, stała - budowana przez prawie pół wieku - ogromna Cerkiew Chrystusa Zbawiciela. Zburzono więc ją, wywieziono gruz (zajęło to kilkanaście miesięcy!) i rozpoczęto budowę w tym miejscu komunistyczny pałac, siedzibę władz komunistycznych. Miał to być symbol, że komunizm wypiera religię raz na zawsze. Ostateczne zwycięstwo. Paradoks polega na tym, że budowy nigdy nie ukończono, a 21 lat po jej rozpoczęciu, postawiono w tym miejscu... basen. Jeszcze większym paradoksem jest, że obecnie stoi tu... Cerkiew Chrystusa Zbawiciela. Największa cerkiew na świecie.

Historia zatoczyła koło, a "ostateczny" triumf komunizmu nad Chrystusem zakończył się ostateczną klęską. Kolejna historia. Ksiądz Andrzej Kwiczala: "Tyle czasu schodzi, zanim objadę te wszystkie cmentarze, wojenne i cywilne, te mogiły w wymordowanych wioskach. Bo to i po lasach, a czasem po bagnach trzeba pochodzić – dodaje. Bywa, że parafianie prowadzą księdza w głęboki las i pokazują miejsce, w którym – jak słyszeli od babci – została zamordowana cała polska rodzina. – Kiedyś wzięli mnie na Załazie, to taka wioska bliżej granicy z Białorusią, i pokazują: tu leży nasza rodzina, tu zamordowani chłopcy z sąsiedztwa, tam inni. Idą i po kolei stawiają znicze. Nie ma rady, do każdej z tych mogił trzeba podejść i się pomodlić. Jak tu ominąć miejsce w Karasinie, gdzie został spalony kościół z dziećmi pierwszokomunijnymi, a księdza wywleczono i zamordowano gdzie indziej. Nocą, po kryjomu postawiłem tam krzyż".

Rok 1939. Armia sowiecka, którą dziś każe się nam nazywać "wyzwolicielską", wtargnęła na tereny Polski i rozpoczęła okupację. Stacjonujący w Lubaczowie żołnierze nie mieli pomysłu czym rozpalić w piecu, wyjęli więc z kaplicy (pochodzącej z 1746 roku) drewnianą rzeźbę z wizerunkiem świętego Jana, porąbali na kawałki, wrzucili do pieca i ogrzali przy tym piekielnym blasku swoje brudne onuce. Jeszcze raz - dziękujemy, o wyzwoliciele ludu polskiego.

Nasi wyzwoliciele mieli oczywiście o wiele większe "zasługi" dla naszego dziedzictwa kulturowego - nawet już wtedy, kiedy z potrzeby chwili zmienili status z "okupantów" na "sojuszników". Cytuję za portalem deon.pl: "Było mroźne popołudnie 23 stycznia 1945 roku. W mieście nie było już Niemców. Wygnano ich dwa dni wcześniej. Byli za to żołnierze radzieccy. Około 15.00 na gnieźnieński Rynek wjechały dwa sowieckie czołgi i zaczęły strzelać do katedry. Celowali w figurę Matki Bożej i krzyże. Pociski nie chybiły celu. Na archiwalnych fotografiach widać wielką wyrwę w dachu bazyliki nad ambitem, na innych płonące hełmy wież. Sowieci najpierw celowali w trzymetrową figurę Matki Bożej, a potem w krzyże na szczytach wież. Spłonęły też zabytkowe organy, jedne z najwspanialszych w Polsce. Przez wiele lat nie wolno było o tym mówić. Oficjalna, propagandowa wersja tłumaczyła, że w jednej z katedralnych wież znajdowało się gniazdo niemieckich karabinów maszynowych, które sowieci musieli zniszczyć. Tylko że żołnierzy niemieckich w Gnieźnie już nie było, a "sojusznicy" zajęli miasto bez walki. Zachowały się również różne relacje świadków. Mówiono, że ludzi chcących gasić ogień do katedry nie dopuszczono, że czołgiści byli pijani, że upozorowano walkę, by zniszczyć bazylikę. Ci co widzieli, jak świątynia płonie, modlili się, płakali i śpiewali pieśni. Hydranty były wyłączone, więc strażacy ciągnęli wodę z jeziora. Później wspominali, że sowieci cięli węże, by w gaszeniu przeszkodzić. Katedra płonęła do wieczora. Jednym ze świadków strzelania i pożaru bazyliki był Julian Śmielecki, przedwojenny kelner w dworcowej restauracji, wojenny nauczyciel matematyki, fizyki i historii. Mieszkał w jednej z kamienic przy Rynku i stamtąd sfotografował zdarzenie".

Nie muszę dodawać, że przedstawiłem tylko ułamek lub promil wszystkich przypadków profanowania symboli katolickich przez banderowców, hitlerowców i komunistów, czyli - przez Ukraińców, Niemców, Rosjan i Żydów. Ale ta szatańska tradycja trwa. I tu znowu można wyszukiwać tysiące przykładów, podam tylko pierwsze z brzegu. Na katolickim cmentarzu w należącym dawniej do Polski Guzdowie, dwa lata temu ktoś w szale nienawiści zdewastował ponad 30 nagrobków. Rozbito płyty nagrobków, przewrócono krzyże, rozwalono ozdobne tablice.

Cztery lata temu, na murach kaplicy cmentarza w Częstochowie pojawiły się napisy czczące Szatana, trzy szóstki, odwrócony krzyż a nawet jawne nawoływanie do mordowania chrześcijan. W Pniewach kilka lat temu nieznani sprawcy zdewastowali 48 grobów na cmentarzu sióstr Urszulanek. Główną uwagę skupili na krzyżach. Powyjmowali je z mogił, połamali i porozrzucali wokół. W ostatnich miesiącach można - głównie dzięki zmasowanym atakom lewackich mediów na Kościół i wartości chrześcijańskie - zaobserwować szczególne wzmożenie bolszewizmu w Polsce. W lutym w Katowicach ktoś sprofanował kaplicę przylegającą do klasztoru Franciszkanów. Na murach wyrysowano satanistyczne symbole, a na figurce Chrystusa niosącego krzyż, nabazgrano penisa.

I wreszcie wiadomość dosłownie sprzed kilkudziesięciu godzin – we Włocławku, w przydrożnych kapliczkach, zdewastowano figurki Matki Bożej. Niesamowite jest to, że niemal dokładnie w tym samym czasie, w trakcie prac konserwatorskich przy figurce Matki Bożej stojącej na warszawskiej Białołęce, znaleziono w jej głowie... pocisk z pistoletu wyprodukowanego w ZSRR. Strzał musiał być oddany z bliska. Wszystko wskazuje na to, że tej "egzekucji" na Matce Bożej, katyńskim strzałem w tył głowy, dokonał któryś z radzieckich żołnierzy oddziału, który pod koniec wojny stacjonował przez chwilę tuż przy tym pomniku (zachowała się archiwalna fotografia dowodząca temu).

To, że znaleziono tę kulę akurat teraz, na fali bolszewickich ataków na symbole religijne, przydrożne kapliczki i figurki, można potraktować jako znak. Tak jakby ktoś chciał nam przypomnieć i potwierdzić która ideologia stoi za tą falą nienawiści. Może to tylko przypadek, a może kolejne ostrzeżenie dla Polaków, żeby się opamiętać i wreszcie wziąć ojczyznę w obronę. Być może już ostatnie.

Opublikował:
Razprozak
Author: Razprozak
O Autorze
Z wykształcenia dziennikarz, z zamiłowania badacz historii. W wolnych chwilach lubi troszkę po dekomunizować Polskę. Któregoś dnia przestało mu się nie chcieć i zaczął działać. Jego Facebookowy profil (Raz prozą, raz rymem — walczymy z propagandowym reżimem) jest odkryciem roku konserwatywnego Internetu.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.