wtorek
| 11 sierpnia 2020
Tomasz Cukiernik | 05 lutego 2020

Mity i półprawdy o Unii Europejskiej

Mity i półprawdy o Unii Europejskiej

Przy okazji brexitu w Internecie rozgorzały coraz intensywniejsze dyskusje na temat bilansu członkostwa Polski w Unii Europejskiej.

Niektórzy dyskutanci wskazują na straty naszego kraju związane z członkostwem i otwarcie domagają się polexitu. Inni wyliczają liczne korzyści z Unii, dzięki którym Polska jest coraz bogatsza. Do tej drugiej grupy zalicza się Piotr Kołomycki, konsultant ds. wizerunku, członek Platformy Obywatelskiej z Warszawy. Otóż na swoim profilu na FB wyliczył płynące z Brukseli dobrodziejstwa. Niestety, w większości mają one niewiele wspólnego z rzeczywistością, a są to mity i półprawdy.

Dotacje psują rynek

Pomijając twierdzenie, że "Unia nam coś przekazuje" – tak jakby miała własne pieniądze, a nie zabrane wcześniej podatnikom krajów członkowskich – Pan Kołomycki cieszy się, że UE "pilnuje" ich wydawania. W takim razie warto przypomnieć, jak najpierw Bruksela nakazała dodawanie oleju palmowego do paliw, a teraz przeciwnie – zwalcza jego używanie, bo okazało się, że to bardzo nieekologiczne. Podobnie, z jednej strony UE przekazywała dotacje na promocję jedzenia ryb, a jednocześnie… zakazywała połowów.

Tylko naiwniak może uważać, że Bruksela wie lepiej od państw członkowskich, na co i gdzie trzeba wydać pieniądze podatnika! Idąc tym rozumowaniem, najgorzej wydawane są pieniądze gmin. To może i samorządom odebrać dochody i przekazać je do Unii Europejskiej? Niech świetnie nimi zarządza i je kontroluje! Oczywiście Kołomyckiemu nie przyszło do głowy, że najlepiej by było te pieniądze odebrać Brukseli, która bawi się w ingerowanie w rolnictwo i wyrównywanie szans między regionami, ze szkodą dla wszystkich, by oddać je podatnikom.

Pan Kołomycki cieszy się z "możliwości podjęcia pracy w innych państwach wspólnoty bez większych trudności", a tymczasem jest to wyraźna korzyść nie tylko dla Polaków, którzy jadą za chlebem na Zachód, a przede wszystkim właśnie dla gospodarek państw Europy Zachodniej. Na tym procederze traci Polska jako kraj. W ten sposób bowiem Polacy budują dobrobyt nie własnego kraju, a obcych państw. Zachód zgodził się na to nie dlatego, żeby Polakom zrobić dobrze, a wyłącznie dla własnej korzyści.

Inwestycje – tu mogę się częściowo zgodzić, że inwestycje są konieczne. Co więcej, przynoszą korzyści zwykle obu stronom transakcji – państwu przyjmującemu i inwestorowi. Jednak korzyści dla inwestora są zwykle znacznie większe. Fundacja Pomyśl o Przyszłości przeanalizowała obroty i zyski duńskich koncernów, które również inwestują w Polsce. Okazało się, że "średnie zyski skonsolidowane spółek matek w Danii wynoszą 18 proc., a ich spółek córek w Polsce średnio 3 proc.". Jak konkludują eksperci fundacji, oznacza to, że "różnica 15 proc. to w uproszczeniu danina, którą musi płacić polski konsument na bogactwo Duńczyka". Co więcej, należy obalić mit, że to UE finansuje inwestycje w Polsce. Otóż w latach 2004-2018 pieniądze pochodzące z Brukseli miały zaledwie 3-procentowy udział w inwestycjach ogółem, czyli przez 15 lat członkostwa 97 proc. wartości inwestycji w Polsce zostało zrealizowanych za POLSKIE pieniądze!

Zdaniem Pana Kołomyckiego kolejna zaleta członkostwa to "kasa". Tymczasem kwestia funduszy Unii Europejskiej jest zdecydowanie przereklamowana. Dotacje unijne – poza tym, że generują niepotrzebne koszty – mają większe znaczenie propagandowe niż realny wpływ na gospodarkę. Licząc długookresowo, po odjęciu polskiej składki członkowskiej to zaledwie 2 proc. wartości polskiego PKB. Czy w skali całej gospodarki takie fundusze mogą mieć ISTOTNE znaczenie? Zdecydowanie nie. Ale co gorsze, jednocześnie dotacje wywołują spustoszenie w umysłach ludzi, nagradzając mentalność roszczeniową. W tym miejscu zacytuję celną wypowiedź Wojciecha Cejrowskiego z "Do Rzeczy":

"Dotacje psują wolny rynek i prowadzą do zadłużenia. Gdy istnieją dotacje, robi się całą masę inwestycji nierynkowych lub nikomu niepotrzebnych – bo jest forsa do wzięcia i władza będzie głupio wyglądała, gdy nie weźmie. Bierze więc i buduje coś na wyrost, coś niepotrzebnego – za cudze pieniądze stawia się rzeczy niekoniecznie potrzebne, przydatne i rentowne".

A już zupełną katastrofą jest wspólna polityka rolna, którą wychwala Pan Kołomycki, ciesząc się z unijnego wsparcia dla polskiego rolnictwa (znacznie niższe niż otrzymuje konkurencja w Europie Zachodniej). Rolnicy, z którymi rozmawiałem, niejednokrotnie wypowiadali opinię, że woleliby nie mieć unijnych dotacji, byle tylko UE przestała ich nękać coraz bardziej absurdalnymi regulacjami. Przepisy zmniejszają konkurencyjność i powodują, że ingerencja państwa wypycha relacje rynkowe, które mają coraz mniejsze znaczenie. W efekcie wielu rolników, którzy przedkładają uczciwą pracę nad darmowy pieniądz (kosztem jest absurdalna biurokracja, żeby go dostać), z utęsknieniem przypominają sobie przedunijne czasy.

Skutki przeciwne do zamierzonych

Kolejna rzecz to kwestia bezpieczeństwa narodowego i zabezpieczenia gospodarki, co rzekomo daje nam Unia Europejska. Niestety, Pan Kołomycki nie wytłumaczył, co w tym punkcie miał na myśli. W rzeczywistości Bruksela nie zabezpiecza, a obciąża naszą gospodarkę mniej lub bardziej szkodliwymi regulacjami, jak tymi dotyczącymi recyklingu. To właśnie przez unijne przepisy zamykane są kolejne wielkie piece hutnicze. W efekcie, mimo że w Polsce rośnie popyt na stal, spada jej produkcja, a wzrasta import.

Co więcej, Pan Kołomycki wysuwa tezę, że to Unii Europejskiej i wspólnotom europejskim zawdzięczamy "przeszło 70 lat pokoju w Europie". W rzeczywistości, pokój zawdzięczamy broni atomowej, NATO, armii USA i układowi sił, który powstał po II wojnie światowej, a nie Unii Europejskiej. Zresztą, czy Pan Kołomycki nie pamięta już bombardowań samolotów dzisiejszych państw członkowskich Unii Europejskiej na terenie byłej Jugosławii w latach 90.?

Pan Kołomycki nie wie, że otwarte granice to nie zasługa Unii Europejskiej, a strefy Schengen. Dla przypomnienia: Polska stała się członkiem UE 1 maja 2004 roku, a otwarcie granic nastąpiło dopiero 21 grudnia 2007 roku wraz z wejściem do układu z Schengen. Aktualnie z dobrodziejstwa strefy Schengen korzystają także kraje, które nie są członkami Unii Europejskiej, jak Norwegia, Szwajcaria czy Islandia.

Kolejny pozytyw – zdaniem Pana Kołomyckiego – to "brak barier w handlu (bariery same się nie znoszą, znosi je Unia)". Generalizując, jest to prawda, ale jest mnóstwo wyjątków. Po pierwsze, nie dotyczy to sfery usług – po prostu dyrektywa usługowa nie działa. Jak mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, swobodny dostęp do rynku na Zachodnie w zakresie dyrektywy usługowej się nie zmaterializował. Po drugie, w ostatnich latach Unia nie tylko żadnych barier nie znosi, a wprowadza nowe, bo w wielu branżach polskie firmy okazały się bardziej konkurencyjne od ich zachodnich odpowiedników. Mamy pakiet mobilności 1 czy kwestię delegowania pracowników, nie mówiąc o niszczeniu firm zielarskich czy producentów papierosów mentolowych. Po trzecie, Unia stawia bariery w handlu z krajami trzecimi, jak choćby z Rosją czy Chinami i Polska musi się do tego stosować.

Jak pisze Pan Kołomycki, "UE jako całość może konkurować z największymi gospodarkami świata jak np. Chiny (sama Polska nawet nie ma co próbować, podobnie jak Niemcy)". Co on miał na myśli? W jaki sposób Polska na tym zyskała? Można być małym krajem, nie być członkiem Unii Europejskiej i świetnie sobie radzić na rynkach światowych, jak jest w przypadku Szwajcarii czy Tajwanu. Członkostwo w UE nie jest do tego potrzebne.

Pan Kołomycki twierdzi, że dzięki unijnym przepisom mamy żywność lepszej jakości. W rzeczywistości, jedzenie w naszych sklepach jest fatalnej jakości, co m.in. wykazały wyniki kontroli NIK opublikowane w styczniu 2019 roku pt. "Nadzór nad stosowaniem dodatków do żywności". Żywność dosłownie faszerowana jest szkodliwymi substancjami chemicznymi w olbrzymich ilościach, a tym samym jest niebezpieczna dla zdrowia.

Pan Kołomycki myli się, że obowiązuje nas Karta Praw Podstawowych. Na szczęście, jej stosowanie zostało w Polsce ograniczone, bo uderza ona m.in. w wartości chrześcijańskie. Niestety, dbanie przez UE o równość 57 płci też nie wyjdzie nam na dobre. Również ochrona praw konsumenta w wydaniu Unii Europejskiej może mieć skutki inne niż zamierzone, tak jak nowe "prawo do naprawy".

500 mld euro w błoto

Ciekawy jestem choć jednego przykładu na to, że Unia Europejska wspiera "rozwój sektora MŚP". Bo chyba Pan Kołomycki nie miał na myśli dotacji unijnych czy szkodliwych przepisów UE?

Na koniec ochrona środowiska, którą rzekomo zajmuje się Bruksela. W rzeczywistości, walczy z tzw. globalnym ociepleniem i życiodajnym dwutlenkiem węgla, co ma niewiele wspólnego z ochroną środowiska. Co więcej, kiedy minister środowiska śp. prof. Jan Szyszko chciał ochronić Puszczę Białowieską przed kornikiem, Unia mu na to nie pozwoliła.

W innym facebookowym wpisie Kołomycki zachwyca się sondażem, który wskazuje wysokie poparcie Polaków dla członkostwa w UE. Pomijając wiarygodność badania, zrealizowanego przez Kantar dla "Faktów" TVN i TVN24, wynika z niego, że aż 89 proc. ankietowanych opowiedziało się za pozostaniem Polski w UE, a tylko 6 proc. to zwolennicy opuszczenia Eurosojuzu. Ale to efekt właśnie takiego kłamliwego, nieobiektywnego, jednostronnego i zmanipulowanego przedstawiania rzeczywistości, jakiego dopuścił się – czy to z niewiedzy, czy też z premedytacji – Pan Kołomycki.

Tymczasem – po RODO, coraz wyższych opłatach za odbiór śmieci i zakazie od 1 stycznia łowienia dorszy w Bałtyku, co uderza w polskich rybaków i wędkarstwo morskie – kolejne "zyski" z członkostwa w UE, które wkrótce nas dopadną, to choćby krytykowana przez przedsiębiorców regulacja e-Privacy czy wymuszona przez Brukselę polska transformacja energetyczna, zmierzająca do osiągnięcia neutralności klimatycznej do roku 2050. Oficjele rządowi szacują jej koszty na – bagatela – 400-500 mld euro! To równowartość rocznego PKB Polski! Ostatnio zieloni oszołomi z Unii Europejskiej zaproponowali nowy podatek – tym razem od mięsa. Dlaczego to robią, skoro Bruksela nie zyskuje tym nic poza zrażaniem do siebie kolejnych grup ludzi?

Jak trzeba być totalnie zaślepionym, żeby nie widzieć tych – delikatnie mówiąc – "niedociągnięć" UE? W samo sedno trafia natomiast Krystian Żelazny, prawnik, publicysta, działacz polonijny, który następującymi słowami skomentował brexit i bieżącą formę integracji Europy:

"Pierwotne założenia twórców EWG miały na celu stworzenie bloku, ściśle współpracujących ze sobą państw na podłożu ekonomicznym. Piękna idea, którą do dziś realizują kraje skupione w EFTA. Niestety, pazerność na władzę wpływowych ludzi doprowadziła do przekształcenia tego związku w ściśle polityczny. Nawet wprowadzenie wspólnej waluty euro nie miało żadnego ekonomicznego uzasadnienia. Obecnie Zjednoczone Królestwo wybrało, w celu zachowania swej politycznej niezależności, ale także ekonomicznego rozwoju, jedyną, słuszną drogę. Bruksela to ogromny kaganiec biurokratyczny, który wchodzi już niemal do każdego aspektu naszego życia. Idiotyczne normy, uznaniowość w rozdawaniu publicznych pieniędzy, różne traktowanie państw członkowskich, a także astronomicznie wysokie podatki sprawiają, że gospodarki państw UE rozwijają się słabo lub wcale. UK udowodniło, że poza Unią też jest życie. Odchodząc z UE przy jednoczesnym przystąpieniu do EFTA pozostajemy w tym co najpiękniejsze, europejskim obszarze wolnego handlu. Zarazem wyzbywamy się wszechwładnej, europejskiej machiny biurokratycznej".

Fot. natanaelginting/freepik.com/wsensie.pl

Polecamy promocję na pakiet dwóch książek Tomasza Cukiernika o Unii Europejskiej z autografem: https://bit.ly/31A3q20.

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor czterech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.