poniedziałek
| 16 grudnia 2019

BMW, czyli jedna z najpopularniejszych marek samochodów na świecie, ma co najmniej kilkanaście nieoficjalnych znaczeń. Jednym z nich jest Bierny, Mierny, ale Wierny, które stosuje się przy opisie osób, co do kompetencji których mamy poważne wątpliwości. Skrót BMW idealnie pasuje do Jarosława Jakimowicza.

"Kup" sobie stanowisko

Praktycznie każdy rodzic powtarzał swoim dzieciom, by się pilnie uczyły i rozwijały swoje zdolności, bo tylko w ten sposób mogą do czegoś dojść. I tak dzieci te godzinami ślęczały nad książkami, uczyły się języków obcych, napisały dobrze maturę, poszły na studia i… pracują w zawodzie kompletnie niezwiązanym z ich zainteresowaniami i ścieżką, jaką obrały po szkole średniej. Jednak to nie miejsce ani czas na krytykę polskiego systemu edukacji. Zainteresowanych odsyłam TUTAJ.

Wróćmy do naszego dziecka (dorosłego człowieka po studiach), które ma dość szerokie pojęcie o świecie, w swojej specjalizacji jest naprawdę wyróżniającym się absolwentem, jest bystre, radzi sobie w większości sytuacji, wie czego chce od życia i robi wszystko, by to osiągnąć. Niestety, a właściwie stety, nasze dziecko ma swoje poglądy, swoją dumę i zna swoją wartość, dlatego nie zamierza się przed nikim płaszczyć, by na drabinie społecznej wejść o kilka szczebli wyżej. Dziecko, o którym mowa, wciąż tuła się po świecie, próbując zostać "kimś", zaś na salony wchodzi nasze BMW, czyli bierny, mierny, ale wierny. Ktoś, kto nie cofnie się przed niczym, by otrzymać intratną posadę. Nawet jeżeli kompletnie się na nią nie nadaje.

Znany z… czego?

W przestrzeni publicznej są, na nasze nieszczęście, osoby, które są znane z tego, że są znane (Kim Kardashian). Oprócz nich mamy również członków rodzin znanych osobistości (wnuczka Leszka Millera), którzy wykorzystują renomę nazwiska przodka do promowania swojej osoby.

No i w tym tłumie "znakomitości" są również ludzie, których nie znają nawet najbardziej wierni czytelnicy portali plotkarskich. Kto z nas jeszcze miesiąc temu kojarzył Jarosława Jakimowicza? Miłośnicy kina powinni pamiętać jego rolę w filmie "Młode Wilki" (1995) oraz "Młode Wilki ½" (1997). 25 lat temu Jakimowicz cieszył się sporą popularnością, ale od tamtego momentu jego kariera aktorska nie rozwijała się tak, jak aktor by sobie tego życzył. Dość powiedzieć, że ostatni film, w którym zagrał wszedł na ekrany w 2011 roku. W międzyczasie wygrał reality show "Big Brother" i miał romans z Jolą Rutowicz. Osiągnięcia godne prawdziwego mężczyzny i autorytetu moralnego.

Jednak to nie wspaniała gra aktorska sprawiła, że Jakimowicz ponownie znalazł się na pierwszych stronach gazet. Na początku listopada o aktorze przypomniała sobie cała Polska. W TVP Info, którego był gościem, oddał niemal hołd lenny Antoniemu Macierewiczowi, dziękując mu za "50 lat walki o niepodległość, za kraj w którym żyje". W kolejnych wywiadach zaś Jakimowicz jeszcze bardziej podlizywał się politykowi PiS mówiąc, że zrobiłby to jeszcze raz i oczywiście zapewniał o swojej szczerości.

Cóż za niesamowity zbieg okoliczności. Trzecioligowy aktor, o którym zapomniał świat, nagle pojawia się w telewizji, gdzie krytykuje wszystko i wszystkich, którzy mają poglądy inne od niego, puszczając przy tym wyraźnie oko do PiS, dostaje pracę w TVP (będzie prowadził "Pytanie na Śniadanie extra"). Człowiek bez wykształcenia dziennikarskiego, bez podstawowej wiedzy na temat pracy w telewizji, bez doświadczenia w tej dziedzinie trafia nagle do największej stacji telewizyjnej w Polsce. Cóż, BMW jedzie dalej, a ty dziecko siedź w swoim 15-letnim Passacie na gaz i woź w bagażniku worek z napisem "ideały".

Cezary Bronszkowski

VS

Wiadro z pomyjami

Powszechnie znane jest przysłowie, że uczciwością i pracą ludzie się bogacą. Rzeczywiście, wypełnianie tych dwóch przysłowiowych zaleceń, to w każdych czasach trudna sztuka. Sztuka, która wymaga uodpornienia się na narzekania innych, krytykę o "złodziejstwo" i "ustawianie się ", zazdrość czy inne nieprzyjemne sprawy.

Sztuka ta nie jest jednak czymś wymiernym; pozostaje za to niepowtarzalna i ciekawa. I takiej właśnie "sztuki" muszą się nauczyć wszyscy ci, którzy wchodzą do życia publicznego – ku uciesze jednych środowisk, a złości innych.

Sztukę tę muszą posiąść zwłaszcza ci, którzy angażują się w walkę kulturową. Obserwując jej efekty na świecie i w Polsce dochodzi się do wniosku, że chrześcijaństwo stało się "miękkie", a jego członkowie nie bronią już swoich przekonań tak jak ich ojcowie i matki przed laty. Ba, coraz częściej nie tylko nie chcą iść "na zwarcie", ale nawet przyłączają się do tych, którzy proponują typowo lewacki styl życia.

W tym postawionym na głowie świecie są jednak jeszcze osoby, które chcą nam coś głośno powiedzieć. I bardzo często boleśnie za to obrywają, nawet od tych, których wrogami nie są. I tu zatrzymajmy się przy sprawie pana Jarosława Jakimowicza.

Jak powszechnie wiadomo, aktor, któremu popularność przyniosła rola Cichego w filmie "Młode Wilki" dostał pracę w Telewizji Polskiej przy programie "Pytanie na Śniadanie extra". Z racji jego ostatnich wystąpień w mediach, wielu dziennikarzy zarzuca mu – czasami wprost, czasami nie – że dostał nową posadę za poglądy i znajomości, bagatelizując zarazem jego dotychczasowy dorobek. Przy okazji uderza się w telewizję publiczną, która od czterech lat rzeczywiście nie może uporać się ze swoimi problemami i PR-em.

Nietrudno ulec urokowi takiej krytyki. Jednakże w tym przypadku trzeba sięgnąć nieco głębiej. Pan Jakimowicz jako aktor wie "coś" o swoim zawodzie, jak każdy z nas, a program, którego będzie współprowadzącym ma lekką formę, chociażby z powodu gości, których się do niego zaprasza. Artysta w rozmowie z Plejadą przyznał, że nie przyjął oferty od TVP, która zakładała, że będzie głównym prowadzącym programu. Zamiast tego został gospodarzem cyklu rozmów emitowanych po "PnŚ". Poza polemiką dziennikarską, która przypominam jest tylko polemiką, a nie "stawaniem" na dowodach, nie wiadomo nic, żeby pracę tę dostał "po znajomości". Nikt z nas tak naprawdę nie wie, ile wysiłku musiał włożyć w to, aby 20 lat temu zostać aktorem i utrzymać się w tej branży.

Atakowanie Jakimowicza stało się łatwe również ze względu na Antoniego Macierewicza, któremu aktor ośmielił się publicznie podziękować na wizji. Politykowi przypięto łatkę "wariata", gdy zaczął zajmować się sprawą katastrofy smoleńskiej. Dziś jednak mało kto myśli o tym, że próbował on przeprowadzić lustrację, a wcześniej, za PRL w latach ‘70 zakładał Komitet Obrony Robotników. Czy Pan Jakimowicz z moralnego punktu widzenia nie miał prawa mu za to podziękować? A może zamiast podziękowań wobec Macierewicza lepsze byłby podziękowania dla stalinowskiego sędziego – Stefana Michnika? Fakt, że aktor został zaangażowany w pracy w mediach wyraźnie przyprawia lewicowe media o zawrót głowy, bo poglądy Jakimowicza nie są wśród nich szczególnie popularne. Nikt nie karze robić laurek dla Macierewicza. Być może moment angażu aktora był niefortunny i być może nie wygląda to smacznie, nie zmienia to jednak faktu, że w stacji pracuje wiele „gwiazdek”, które z dziennikarstwem mają niewiele wspólnego, a Jakimowicz doświadczenie i obycie z telewizją ma. Zarzucanie mu braku wykształcenia dziennikarskiego i wiedzy na temat pracy w telewizji wydaje się dość niefortunne, zwłaszcza, że Jakimowicz niebawem będzie obchodził 25-lecie swojej pracy artystycznej. Z jego CV wynika, że pracował już jako prowadzący programów telewizyjnych. Co więcej, ma do zaprezentowania konkretne poglądy i ma coś do powiedzenia. Poza tym jest po prostu lubiany i ludzie są ciekawi tego, co ma do powiedzenia. Nie mogą się tym pochwalić za to "szafiarki", modelki blogowe i inne lale, które przed rozpoczęciem swojej kariery zawodowo zajmowały się pozowaniem do zdjęć i chodzeniem po wybiegach.

– Siedziałam trochę w modelingu, od piętnastego roku życia. Byłam w supermarkecie, jakaś pani mnie zaczepiła i zaprosiła na casting. Także wiedziałam, co robić przed kamerą. Ale od strony dziennikarza, od strony pytającej, tutaj nie miałam żadnych doświadczeń

– przyznaje w rozmowie z naTemat jedna z twarzy programu, na którą krytyki próżno szukać, ponieważ nie obnosi się publicznie z poglądami, które dla salonu wydają się niewygodne.

Wylewanie wiadra pomyj na człowieka, który zaprezentował inne niż dominujące w środowisku aktorskim i dziennikarskim poglądy jest zwyczajnym draństwem. Najgorszym jest jednak atak ze strony środowisk, które powinny go bronić. Takie postępowanie skutecznie odstrasza wszystkich tych, którzy myślą podobnie jak pan Jakimowicz. Prawicowi hejterzy, zastanówcie się kogo atakujecie.

Magdalena Szymczyk

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Cezary Bronszkowski
Author: Cezary Bronszkowski
O Autorze
Z wykształcenia – magister dziennikarz, z pasji – komentator, krytykant. Liberał z kropelką konserwatyzmu. Kibic Bayernu Monachium.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.