niedziela
| 17 listopada 2019

Niejeden wolnorynkowiec nie zdaje sobie z tego sprawy, ale fakty są takie, że mimo wielu etatystycznych i antyrynkowych decyzji i działań, spora część obiektywnych wskaźników i ekonomicznych statystyk pokazuje, iż Polska pod rządami PiS idzie w kierunku pożądanym przez… wolnościowców.

Wiadomo, że nadal fatalnie działa państwowa edukacja (zabija kreatywność i indywidualizm) czy publiczna służba zdrowia (brak lekarzy, kolejki, zadłużone szpitale) i tak będzie pod każdymi rządami. Politycy nadal żerują na spółkach skarbu państwa… Niewątpliwie zwiększa się też ucisk fiskalny (w Międzynarodowym Indeksie Konkurencyjności Podatkowej z 2019 roku Polska znalazła się na 35 miejscu na 36 badanych państw), co obiektywnie rzecz biorąc, nie jest zjawiskiem ani pozytywnym, ani pożądanym (w ogóle podatki to chyba pięta Achillesa tego rządu).

Ekonomiści krytykują PiS za socjalne rozdawnictwo i nadmierne regulacje biznesu, takie jak wolne niedziele czy podnoszenie płacy minimalnej. Zdaniem ekspertów Credit Agricole, tak szybko rosnąca płaca minimalna spowoduje utratę pracy przez nawet 200 tys. osób. Z kolei w najnowszym rankingu Banku Światowego Doing Business na rok 2020 Polska znalazła się na miejscu 40, podczas gdy w roku przejmowania władzy przez PiS było to miejsce 25.

Deficyt

Tyle utyskiwań. Przejdźmy do spraw pozytywnych. Dwa miesiące temu pisałem, dlaczego polski budżet na rok 2020 jest źle zrównoważony. Co jednak nie zmienia faktu, że ma to być budżet bez deficytu po raz pierwszy od 30 lat. Tymczasem tydzień temu GUS podał, że "deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2018 roku ukształtował się na poziomie 5036 mln zł, co stanowi 0,2 proc. PKB". To naprawdę świetny wynik, tym bardziej jeśli porównany sytuację w ostatnim roku rządów PO-PSL, kiedy to deficyt ten wyniósł 2,6 proc. PKB, nie mówiąc o latach 2009 i 2010, kiedy to sięgnął rekordowych odpowiednio 7,3 proc. i 7,4 proc. PKB!

Zadłużenie

Coraz lepiej sytuacja wygląda także z zadłużeniem sektora instytucji rządowych i samorządowych, które – według GUS – w 2015 roku wynosiło 51,3 proc. PKB (na początku rządów PO-PSL w 2007 roku było to 44,2 proc. PKB), a w 2018 roku – 48,9 proc. PKB. Z kolei z danych Eurostatu (urząd statystyczny Unii Europejskiej, którą trudno pomawiać o stronniczość na rzecz PiS) wynika, że w porównaniu do poprzedniego kwartału zadłużenie publiczne Polski w II kwartale 2019 roku zmniejszyło się o 1 pkt proc. i wyniosło 48,1 proc. PKB.

Co ciekawe, dane NBP pokazują, że od II kwartału 2018 roku stale obniża się zadłużenie zagraniczne Polski brutto, nawet licząc nominalnie. I w porównaniu z sytuacją sprzed roku, na koniec II kwartału br. było niższe o 48 mld zł. Dzięki temu coraz mniej państwo wydaje na obsługę długu publicznego. Jak informują dane Eurostatu, koszty obsługi długu sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2018 roku wyniosły 30,3 mld zł, co oznacza, że były najniższe od roku 2008.

Wydatki publiczne

Wolnościowcy martwią się przede wszystkim o nadmierne wydatki publiczne, które są podstawowym wskaźnikiem mierzącym rozmiar państwa. Bo wydawałoby się, że rosnące transfery socjalne mogły w niekorzystny sposób wpłynąć na ten współczynnik. Jednak fakty nieco uspokajają.

"Suma wydatków państwa w 2018 roku w sektorze publicznym wyniosła 890 mld zł i była rekordowa. Mimo to udział wydatków publicznych w PKB od lat utrzymuje się na zbliżonym poziomie, między 41 proc. a 43 proc."

– informuje Marek Wróbel, prezes zarządu Fundacji Republikańskiej.

Jest to możliwe dzięki dynamicznemu wzrostowi gospodarczemu. Według GUS, w latach 2016-2018 średnioroczny wzrost PKB wyniósł 4,4 proc., podczas gdy za rządów PO-PSL w latach 2008-2015 średnioroczny wzrost PKB sięgnął tylko 3,2 proc. Z kolei prognoza Ministerstwa Finansów na ten rok mówi o 3,8 proc. Ekonomiści Banku Światowego na lata 2020 i 2021 również podają optymistyczne prognozy dotyczące wzrostu PKB Polski odpowiednio o 3,6 proc. i 3,3 proc.

W osiąganiu takich wyników gospodarczych pomaga rekordowo niski poziom bezrobocia, które jeszcze w 2015 roku wynosiło 9,7 proc., a we wrześniu tego roku było niemal o połowę niższe, spadając do 5,1 proc. To najmniej od przemian gospodarczych sprzed 30 lat. I to mimo natężonej imigracji zarobkowej z Ukrainy. Według GUS na koniec 2015 roku w gospodarce narodowej pracowało ok. 14,8 mln osób, podczas gdy na koniec 2018 roku – ponad 16 mln. Oznacza to wzrost o 8 proc. Choć pierwsze jaskółki mówią, że tendencja ta zaczyna się powoli odwracać i przedsiębiorcy teraz będą swoich pracowników zwalniać.

Biurokracja

To nie koniec dobrych wiadomości. Wbrew powszechnie panującej opinii w 2018 roku (co będzie zaskoczeniem dla wielu), mimo tworzenia nowych urzędów, nawet administracja państwowa była mniejsza niż w roku 2015! Otóż według Małego Rocznika Statystycznego GUS w 2015 roku było 173 562 urzędników w administracji państwowej, a w 2018 roku – 173 226. Mniej o 336. To niewiele w skali państwa, ale zawsze coś. Dla porządku należy dodać, że puchnie natomiast administracja samorządu terytorialnego – choć w 2018 roku było mniej urzędników samorządowych niż w 2017 roku, to nadal więcej niż w roku 2015. Nie wszystkie samorządy są w rękach PiS, ale z drugiej strony wzrost może wynikać z rosnących zadań, które rząd zleca gminom czy powiatom.

Przedstawione dane jednoznacznie pokazują, że utyskiwania totalnej opozycji czy niektórych wolnorynkowców o zbliżającej się do Polski Wenezueli są daleko przesadzone. To prawda, że mogłoby być znacznie lepiej, jeśli chodzi choćby o wzrost gospodarczy, kwestie regulacji (absolutnie nie do przyjęcia są niektóre przepisy ograniczające wolność gospodarczą czy zbytnio rozdęty socjal) czy w szczególności wysokość i prostotę podatków. Ale obecne rządy są bardziej kontynuacją stagnacyjnej polityki PO-PSL, a nawet wykazują się niektórymi lepszymi wskaźnikami ekonomicznymi, niż szybkim ciągnięciem Polski w kierunku ciężkiego kryzysu gospodarczego. Katastrofalna retoryka w tej kwestii ma niewiele wspólnego z ekonomiczną rzeczywistością.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor czterech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.