niedziela
| 17 listopada 2019

Krytyka, która spadła na narodowców po opublikowaniu plakatu i loga tegorocznego marszu jest perfidna po trzykroć, bo na trzy grupy możemy podzielić, tych, którzy jak na komendę, w jednej chwili stali się ekspertami w dziedzinie teologii mariologicznej. Tak się składa, że w każdej z tych trzech grup mam znajomych, którzy zabrali głos w ten czy inny sposób. Do nich zatem kieruje te słowa, biorąc Boga na świadka, że tak myślę i ich za przykład, po to, aby się opamiętali, lub przynajmniej zmądrzeli.

Pierwsza grupa krytykujących to ludzie niewierzący. Nie chodzi mi o takich, którzy jak ta pseudo inteligencja wprowadzona przez Biedronia do Sejmu wojują z Kościołem, ale takich zwykłych niewierzący. Nie letni, nie gorący, ale zimni jak diabli. Nie ochrzczone dzieci, kolejne "szczęśliwe" konkubinaty, pokręcone życie, rozwody - nie rozwody, gęby pełne frazesów. Ludzie, którzy ostatni raz różaniec w ręku trzymali 40 lat temu, nie dość, że pożyczony to jeszcze przez przypadek, gdy fotograf wkładał im go do ręki, robiąc pierwszokomunijne zdjęcie. Niewierzących szanuję, bo są konkretni. "Po śmierci nic nie ma i co Pan nam zrobi?". Dlatego skoro w nic nie wierzycie, to zajmijcie się niczym, czekajcie na nic i nie mówcie katolikom, jak mają wierzyć coś, czego według was nie ma. Rozmowa o niczym jest pozbawiona sensu nieprawdaż?

Druga grupa to cieniasy z otwartego kościoła. Ci, o których Bóg powiedział, że ich wypluje z ust. Letnia papka, taka zupa sprzed weekendu, której szkoda wylać do toalety, ale z drugiej strony zjeść nie ma komu. I wśród nich mam znajomych. Wprawdzie rzadko się spotykamy, bo świętowanie kolejnych rocznic reformacji w ramach ekumenicznego tańca na krawędzi, nie jest dla mnie tak wartościowe, jak adoracja Najświętszego Sakramentu, ale gdy już to nastąpi, rozmawiamy raczej o futbolu i pogodzie. To grupa najbardziej niebezpieczna. Wśród nich znajduje się największą reprezentacja tych, którzy nie wierzą w osobową, duchową i boską obecność Zbawiciela świata w Najświętszych Postaciach, ale lubią posłuchać rzępolenia na gitarze, przy kulawo wybijających rytm bongosach i to nie w Bieszczadach po kilku wódkach, ale koniecznie w Świątyni, bo w ich ocenie Golgota i Śmierć Zbawiciela są odpowiednim czasem do kulawych pląsów i wygibasów. Mają oni swoich świeckich kapłanów typu Pan Hołownia, którego na Sądzie Ostatecznym będą oskarżały zwierzęta. Maryjność mają w poważaniu, bo tak im powiedział podczas ekumenicznej Mszy pastor z Alabamy, który konwertował z zielonoświątkowców, na adwentystę dnia siódmego w dniach ostatecznych. Czytają Więź będąc na uWięzi proroków do szpiku kości fałszywych. Piekło to abstrakcja, osobowe zło w postaci Niosącego Światło to zwrot retoryczny i w ogóle do dupy z akwinatą, której miejsce jest na strychu. Ksiądz, nie jest alter Christus, Ofiara to uczta i jak za przeproszeniem nie jebną raz w miesiącu na posadzkę kościoła w wyniku natchnienia z tytułu wyróżnienia przez "Ducha Świętego" to tracą wiarę i idą poszukać duchowości w jodze. To ludzie, którzy wiedzą najczęściej "co zrobiłby dziś Chrystus". "Wielką niesprawiedliwością" będzie, gdy razem z nimi stanę w ostatnim kręgu czyśćca. Dlatego za punkt honoru stawiam sobie to, aby do tego nie dopuścić.

Trzecia grupa to niektórzy duchowni różnych szczebli. Ludzie, którzy powinni mieć pełnię wiedzy i przekonanie co do słuszności prawd głoszonych przez Jezusa Chrystusa. Którzy powinni wiedzieć, że "za każdym księdzem do nieba idą te dusze, które za sobą pociągnął, ale za każdym idą do piekła te dusze, które do piekła przyciągnął. Grupa ta dzieli się znów na trzy: pierwsza - tchórze - przerosło ich wszystko. Pogubieni - nie powinni zostawać księżmi, trzecia - patrz grupa druga. Nie ma co się więcej rozpisywać. Kościół Święty żyje w trzech wymiarach. Kościół zbawiony - świętych w niebie. Kościół oczekujący/cierpiący w czyśćcu. Kościół walczący - Ecclesia militans, czyli my wszyscy na ziemi. Różaniec w górę z zaciśniętą pięścią jak x. Ignacy Jan Skorupka Życie to walka.

Świat z naturą się zadziwi
Gdy umarli wstaną żywi
Pomni win swych, nieszczęśliwi.

Opublikował:
Marek Miśko
Author: Marek Miśko
O Autorze
Redaktor Naczelny wSensie.pl. Dziennikarz i scenarzysta radiowy. Pracował między innymi w RDC, Programie Pierwszym oraz Teatrze Polskiego Radia gdzie zajmował się postprodukcją radiową. Ojciec trzech synów, mąż jednej żony, kibol jednej drużyny (L).
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.