niedziela
| 22 września 2019

Minął kolejny rok szkolny. Kolejny raz dzieci i młodzież rozpoczynają upragnione wakacje. To dobry moment, by zastanowić się nad tym, jak wygląda polska szkoła i jak powinna wyglądać. Bo przecież, takie będą Rzeczypospolite, jak ich młodzieży chowanie.

Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozsądek

Ostatni raz ze szkołą miałem do czynienia sześć lat temu. To szmat czasu. Przez te lata zdążył nam się zmienić rząd, zdążyliśmy zlikwidować gimnazja i powrócić do 8-letniej szkoły podstawowej. W szkole zmieniło się wiele, jednak tak naprawdę nie zmieniło się nic. I to pomimo tego, że co jakiś czas powracają dyskusje o stanie polskiej edukacji. Ostatni raz dyskutowaliśmy na ten temat przy okazji tegorocznego strajku nauczycieli. Z pewnością do niego wrócimy lada moment, bowiem nauczyciele zapowiedzieli, że strajk wznowią – i to już we wrześniu.

Rozmowa na temat nauki i edukacji polskich dzieci jest ważna i potrzebna. Niestety, często jest przesiąknięta ideologią, poprawnością polityczną czy interesami jakiejś grupy społecznej czy politycznej. Jedni mówią "więcej historii i lektur", drudzy wołają "edukacja seksualna i przecz z religią". Oczywiście żadna z powyższych frakcji nie ma racji. A na pewno nie w 100%. Potrzebny jest konsensus i zdrowy rozsądek, czego polscy politycy a) nie rozumieją, b) nie chcą zrozumieć, c) przedkładają ponad nie swój własny interes.

Mniej szkoły, więcej wiedzy

Zacznijmy od najważniejszego, czyli całkowitej zmiany podstawy programowej i nauczania. Każdy rodzic doskonale wie, z czego mocne jest jego dziecko, z czym zaś sobie nie radzi. Jako uczeń szkoły średniej miałem problemy z naukami ścisłymi. Nie potrafiłem w pełni pojąć chemii, fizyki czy matematyki i moje oceny były raczej średnie lub słabe. Za to sprawdzałem się na języku polskim, historii czy wiedzy o społeczeństwie. Podobnie było z wieloma moimi koleżankami i kolegami. Każdy był z czegoś mocny i w czymś był słaby. Na palcach jednej ręki można było policzyć osoby, które były omnibusami i nie miały problemów z żadnym przedmiotem.

Przez te 6 lat sytuacja w szkole się nie zmieniła. Nadal są uczniowie świetni z geografii i beznadziejni z matematyki. Wciąż po korytarzach chodzą nastolatki, które do perfekcji opanowały wszystkie chemiczne wzory i potrafią je wykorzystać w praktyce, ale mają problem z zapamiętaniem dat i postaci historycznych. Jaki z tego wniosek? Należy postawić na indywidualność. Obecnie polski system nauczania tworzy "bliźniaki". Wszyscy macie być tak samo nauczeni. Nie ma miejsca na indywidualności. Nie radzisz sobie z matematyką? Idź na korki, bo musisz zdać maturę. Co z tego, że obudzony o 3 w nocy na jednym tchu opowiesz czym jest barok i czym się różni od renesansu. Twoją pasją jest fizyka i jej prawa, ale nie pamiętasz daty I pokoju toruńskiego i jego ustaleń? Masz pecha, bo to będzie na sprawdzianie. Przykłady można mnożyć.

Praktycznie każdy uczeń i każdy rodzic zmagał się z tego typu problemami. A przecież można je usunąć raz na zawsze. Wystarczy "tylko" trochę chęci ze strony polityków, by zreformowali polski system nauczania, dzięki czemu uczniowie mogliby skupić się na kilku wybranych przedmiotach.

Pewien nauczyciel powiedział mi kiedyś, że średnie wykształcenie oznacza, że powinniśmy we wszystkim być chociaż średni. Średnia wiedza z chemii, średnia wiedza z historii, średnia wiedza z języka niemieckiego. Tylko po co mi być średnim ze wszystkiego? Czy nie lepiej być w czymś dobrym? Zamiast tracić czas na to, co nas nie bawi, czego nie rozumiemy i nie uważamy za potrzebne w naszym życiu, postawić na coś odwrotnego. Szkoła średnia powinna stawiać na wyciągnięcie z uczniów tego, co w nich najlepsze. Nie po to przecież tworzy się klasy profilowane, by zmuszać dzieciaki do nauki całej reszty przedmiotów. Idąc na mat-fiz chcę mieć dużo matematyki i fizyki, więc darujmy sobie historię i WOS.

Właśnie dlatego powinno się przestawić zwrotnicę w polskim systemie nauczania i skierować ten pociąg na inne tory. Skoro mamy już te 8 klas podstawówki (moim zdaniem całkowicie bez sensu), to należy je odpowiednio wykorzystać. Podzielić nauczanie na 2 etapy. Pierwszy, czyli klasy 1-6, gdzie uczeń kształciłby się ze wszystkich przedmiotów mniej więcej po równo. Drugi zaś (klasa 7-8) byłby bardziej zindywidualizowany. Uczniowie mogliby wskazać, na jakie przedmioty chcą chodzić częściej, z jakich zaś wolą zrezygnować lub ograniczyć ich ilość. W ten sposób mogliby rozwijać się w tym kierunku, jaki ich naprawdę ciekawi i wiążą z nim jakąś przyszłość.

Z kolei szkoły średnie powinny być całkowicie skupione na indywidualizmie ucznia. Jak już wspomniałem, mat-fiz, to ma być mat-fiz, a nie mat-fiz z mieszanką wszystkich innych przedmiotów.

Szkoła na miarę XXI wieku

Nie wiem, jak sytuacja wygląda obecnie, ale za moich czasów "pomoce dydaktyczne" wyglądały, jakby pamiętały PRL. Komputery na informatyce (jeszcze w czasach liceum) miały problem z otworzeniem kilku kart w przeglądarce i nagrzewały się tak szybko, że zimą mieliśmy w sali kotłownię. W sali od biologii eksponaty zakonserwowano 40 lat temu i tak sobie stały porastając kurzem. Ilość eksperymentów przeprowadzonych na chemii? Zdecydowanie zbyt mała w porównaniu z teorią. Mapy w klasie od historii wyglądały na tak stare, jak okresy, które przedstawiają, a na książki w bibliotece, ich stan oraz rok wydania spuśćmy zasłonę milczenia.

To chyba oczywiste, że nie można wykształcić zbyt wielu geniuszy na starym sprzęcie. Przede wszystkim mam tu na myśli sprzęt komputerowy, który jest podstawowym narzędziem niemal w każdej firmie. Ciężko nauczyć dziecko obsługi nawet podstawowych programów (o zaawansowanych nie wspominając), gdy komputer często się zawiesza lub długo "myśli" nad otworzeniem któregoś z nich. Oczywiście nie tylko nauczyciele informatyki powinni mieć dostęp do tego, co nowsze i lepsze. Odczynniki chemiczne, przyrządy geometryczne, mapy historyczne świata i wiele, wiele więcej. Nauczyciel musi mieć w rękach odpowiednie narzędzia, by móc przekazać całość swej wiedzy w najbardziej przejrzysty i łatwy dla ucznia sposób. Szkoła powinna wreszcie wejść w ten XXI wiek i w pełni korzystać ze wszelkich dobrodziejstw, jaki daje współczesny świat.

Przedmioty "dodatkowe"

Jednak nowoczesna szkoła to nie tylko sprzęt, ale i mentalność. Mamy rok 2019. W Internecie roi się od trolli, fake newsów, chamstwa, prostactwa i buractwa. Z kolei w świecie rzeczywistym coraz głośniej mówi się o seksie, LGBT i pedofilii. Gdy ja miałem 10-13 lat, to stawiałem pierwsze kroki na komputerze, grając bez opamiętania w FIFA 2002 i Heroes III. Nie było Internetu, więc nie było powyższych problemów. Nikt również nie mówił o małżeństwach homoseksualnych, bo samo środowisko LGBT było w powijakach. Pedofilia? Pamiętam tylko jedną reklamę, by nie ufać obcym w sieci, bo to może być dorosły facet, który nie ma miłych zamiarów.

Dziś coraz młodsze dzieci mają dostęp nie tylko do komputera, ale i Internetu. Nie wiedzą jak reagować na pewne zachowania i sytuacje. Dziecko nie myśli w tych kategoriach, co dorosły (a przynajmniej większość dorosłych) i postępue tak, jak koledzy. Wszyscy pamiętamy, jak w szkole obrażano okularników, nieśmiałych czy "kujonów". Dziś jest tak samo, tylko że nazwaliśmy to "hejtem". Ilu rodziców powiedziało dzieciom, że nie wolno pisać kłamliwych komentarzy o kolegach w internecie? Może kilka procent.

Niestety, nie każdy rodzic wie, jak rozmawiać z dziećmi na powyższe tematy, bo nie każdy je rozumie. Wielu też nie chce tego robić, bo uważają, że jest to niepotrzebne i "za moich czasów nikt nas nie uczył o seksie i nie było nastoletnich ciąż i nikt nikogo w Internecie nie gwałcił". Dlatego właśnie potrzebne są chociażby takie przedmioty, jak edukacja seksualna i edukacja medialna/internetowa (mniejsza o nazwę). I mam tu na myśli prawdziwą i rzetelną edukację seksualną, dostosowaną do wieku i prowadzoną przez wykształcone osoby. Nie 60-letnią siostrę zakonną, nie 50-letnią panią od biologii, nie 30-letnią aktywistkę LGBT. Pierwsza z nich będzie indoktrynować po katolicku, druga z reguły nie ma odpowiedniej wiedzy, trzecia zaś skupi się na prawach LGBT zamiast na realnej edukacji. W szkole potrzeba kogoś młodego duchem, kto wyjaśni, czym jest pedofilia, czym jest homoseksualizm, skąd się biorą dzieci i jak czerpać radość z seksu, a przy tym nie zrobi dzieciom papki z mózgu, narzucając im swojej ideologii i nie będzie ich zawstydzać swoim "marudzeniem".

Podobnie rzecz ma się z edukacją medialną, na której młodzież uczyłaby się podstaw dziennikarstwa. Jak rozsądnie korzystać z mediów społecznościowych (Facebook, Instagram), jak pisać na czatach, co o sobie mówić, czego nie, jakich stron unikać, czym jest clickbait, do czego ktoś może wykorzystać nasze dane osobowe, itp., itd.

Crème de la crème – nauczyciele

Jednak na nic wszystkie te zmiany, jeżeli wciąż będziemy trzymać w szkole takich pedagogów, jakich mamy obecnie. W trakcie swojej 12-letniej przygody ze szkołą spotkałem kilkudziesięciu nauczycieli. O ilu z nich mogę powiedzieć: "to był dobry belfer, którego szanowałem"? Powiedzmy, że 5 osób nadawało się do nauczania. Reszta nie miała ku temu niemal żadnych predyspozycji (oprócz tytułu magistra ze swojego przedmiotu). Państwo powinno premiować nauczycieli, którym się chce, nie zaś wrzucać wszystkich do jednego worka i zabijać ich kreatywność i pomysłowość sztywnymi pensjami i formami awansu. W myśl zasady każdemu według zasług, należałoby oddzielić ziarno od plew. Dajmy nasze dzieci pod opiekę kogoś, kto chce uczyć i ma do tego dar. Miałem kilku "świetnych" nauczycieli, którzy sprowadzali lekcję do odczytywania słowo w słowo podręcznika. Ale do tego nie trzeba nauczyciela, to każdy sam może zrobić. Na szczęście miałem też kilku belfrów, którzy kochali to, co robią. Kochali uczyć, kochali uczniów, wymagali od nich i zarażali pasją do swojego przedmiotu. Byli stanowczy, ale przy tym łagodni. Potrafili bez trudu zapanować nad klasą i wcale nie musieli krzyczeć. Mieli coś, czego nie da się nauczyć na żadnych studiach – autorytet. Właśnie taki powinien być nauczyciel - obdarzony naturalnym darem nauczania pasjonat.

Dlatego politycy powinni odrzucić na bok Kartę Nauczyciela, która krępuje ruchy nauczycielom z pasją i promuje pracę przez "zasiedzenie". "Siedź cicho, postępuj zgodnie z programem nauczania i obserwuj jak lecą lata pracy i rośnie twoja pensja" – takie przesłanie jest obecnie kierowane do wszystkich pedagogów. A wystarczy jedynie wprowadzić do szkoły nieco zasad znanych z wolnego rynku – zostają najlepsi i ich wynagradzamy, reszta niech szuka nowej pracy. Ale do tego trzeba dużo odwagi i chęci, czego obecnemu Sejmowi najzwyczajniej w świecie brakuje.

Fot. Pixabay

Czego potrzeba polskiej szkole?
Minął kolejny rok szkolny. Kolejny raz dzieci i młodzież rozpoczynają upragnione wakacje. To dobry moment, by zastanowić się nad tym, jak wygląda polska szkoła i jak powinna wyglądać. Bo przecież, takie będą Rzeczypospolite, jak ich młodzieży chowanie.
Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozsądek
Ostatni raz ze szkołą miałem do czynienia sześć lat temu. To szmat czasu. Przez te lata zdążył nam się zmienić rząd, zdążyliśmy zlikwidować gimnazja i powrócić do 8-letniej szkoły podstawowej. W szkole zmieniło się wiele, jednak tak naprawdę nie zmieniło się nic. I to pomimo tego, że dyskusje o stanie polskiej edukacji powracają co jakiś czas. Ostatni raz dyskutowaliśmy na ten temat przy okazji tegorocznego strajku nauczycieli. Z pewnością do niego wrócimy lada moment, bowiem nauczyciele zapowiedzieli, że strajk wznowią – i to już we wrześniu.
Rozmowa na temat nauki i edukacji polskich dzieci jest ważna i potrzebna. Niestety, często jest przesiąknięta ideologią, poprawnością polityczną czy interesami jakiejś grupy społecznej czy politycznej. Jedni mówią „więcej historii i lektur”, drudzy wołają „edukacja seksualna i przecz z religią”. Oczywiście żadna z powyższych frakcji nie ma racji. A na pewno nie w 100%. Potrzebny jest konsensus i zdrowy rozsądek, czego polscy politycy a) nie rozumieją, b) nie chcą zrozumieć, c) przedkładają ponad nie swój własny interes.
Mniej szkoły, więcej wiedzy
Zacznijmy od najważniejszego, czyli całkowitej zmiany podstawy programowej i nauczania. Każdy rodzic doskonale wie, z czego mocne jest jego dziecko, z czym zaś sobie nie radzi. Jako uczeń szkoły średniej miałem problemy z naukami ścisłymi. Nie potrafiłem w pełni pojąć chemii, fizyki czy matematyki i moje oceny były raczej średnie lub słabe. Za to sprawdzałem się na języku polskim, historii czy wiedzy o społeczeństwie. Podobnie było z wieloma moimi koleżankami i kolegami. Każdy był z czegoś mocny i w czymś słaby. Na palcach jednej ręki można było policzyć osoby, które były omnibusami i nie miały problemów z żadnym przedmiotem.
Przez te 6 lat sytuacja w szkole się nie zmieniła. Nadal są uczniowie świetni z geografii i beznadziejni z matematyki. Wciąż po korytarzach chodzą nastolatki, które do perfekcji opanowały wszystkie chemiczne wzory i potrafią je wykorzystać w praktyce, ale mają problem z zapamiętaniem dat i postaci historycznych. Jaki z tego wniosek? Należy postawić na indywidualność. Obecnie polski system nauczania tworzy „bliźniaki”. Wszyscy macie być tak samo nauczeni. Nie ma miejsca na indywidualności. Nie radzisz sobie z matematyką? Idź na korki, bo musisz zdać maturę. Co z tego, że obudzony o 3 w nocy na jednym tchu opowiesz czym jest barok i co go różni od renesansu. Twoją pasją jest fizyka i jej prawa, ale nie pamiętasz daty I pokoju toruńskiego i jego ustaleń? Masz pecha, bo to będzie na sprawdzianie. Przykłady można mnożyć.
Praktycznie każdy uczeń i każdy rodzic zmagał się z tego typu problemami. A przecież można je usunąć raz na zawsze. Wystarczy „tylko” trochę chęci ze strony polityków, by zreformowali oni polski system nauczania, dzięki czemu uczniowie mogliby skupić się na kilku wybranych przedmiotach. 
Pewien nauczyciel powiedział mi kiedyś, że średnie wykształcenie oznacza, że powinniśmy we wszystkim być chociaż średni. Średnia wiedza z chemii, średnia wiedza z historii, średnia wiedza z języka niemieckiego. Tylko po co mi być średnim ze wszystkiego? Czy nie lepiej być w czymś dobrym? Zamiast tracić czas na to, co nas nie bawi, nie rozumiemy i nie uważamy tego za potrzebne w naszym życiu, postawić na coś odwrotnego. Szkoła średnia powinna stawiać na wyciągnięcie z uczniów tego, co w nich najlepsze. Nie po to przecież tworzy się klasy profilowane, by zmuszać dzieciaki do nauki całej reszty przedmiotów. Idąc na mat-fiz chcę mieć dużo matematyki i fizyki, więc darujmy sobie historię i WOS. 
Właśnie dlatego powinno się przestawić zwrotnicę w polskim systemie nauczania i skierować ten pociąg na inne tory. Skoro już mamy te 8 klas podstawówki (moim zdaniem całkowicie bez sensu), to należy je odpowiednio wykorzystać. Podzielić nauczanie na 2 etapy. Pierwszy, czyli klasy 1-6, gdzie uczeń kształciłby się ze wszystkich przedmiotów mniej więcej po równo. Drugi zaś (klasa 7-8) byłby bardziej zindywidualizowany. Uczniowie mogliby wskazać, na jakie przedmioty chcą chodzić częściej, z jakich zaś wolą zrezygnować lub ograniczyć ich ilość. W ten sposób mogliby rozwijać się w tym kierunku, jaki ich naprawdę ciekawi i wiążą z nim jakąś przyszłość.
Z kolei szkoły średnie powinny być całkowicie skupione na indywidualizmie ucznia. Jak już wspomniałem: mat-fiz, to ma być mat-fiz a nie mat-fiz z mieszanką wszystkich innych przedmiotów.
Szkoła na miarę XXI wieku
Nie wiem, jak sytuacja wygląda obecnie, ale za moich czasów „pomoce dydaktyczne” wyglądały, jakby pamiętały PRL. Komputery na informatyce (jeszcze w czasach liceum) miały problem z otworzeniem kilku kart w przeglądarce i nagrzewały się tak szybko, że zimą mieliśmy w sali kotłownię. W sali od biologii eksponaty zakonserwowano 40 lat temu i tak sobie stały porastając kurzem. Ilość eksperymentów przeprowadzonych na chemii? Zdecydowanie zbyt mała w porównaniu z teorią. Mapy w klasie od historii wyglądały na tak stare, jak okresy, które przedstawiają. A na książki w bibliotece, ich stan oraz rok wydania spuśćmy zasłonę milczenia.
To chyba oczywiste, że nie można wykształcić zbyt wielu geniuszy na starym sprzęcie. Przede wszystkim mam tu na myśli sprzęt komputerowy, który jest podstawowym narzędziem niemal w każdej firmie. Ciężko nauczyć dziecko obsługi nawet podstawowych programów (o zaawansowanych nie wspominając), gdy komputer często się zawiesza lub długo „myśli” nad otwarciem któregoś z nich. Oczywiście nie tylko nauczyciele informatyki powinni mieć dostęp do tego, co nowsze i lepsze. Odczynniki chemiczne, przyrządy geometryczne, mapy historyczne i świata i wiele, wiele więcej. Nauczyciel musi mieć w rękach odpowiednie narzędzia, by móc przekazać całość swej wiedzy w najbardziej przejrzysty i łatwy dla ucznia sposób. Szkoła powinna wreszcie wejść w ten XXI wiek i w pełni korzystać ze wszelkich dobrodziejstw, jaki daje współczesny świat.
Przedmioty „dodatkowe”
Jednak nowoczesna szkoła to nie tylko sprzęt, ale i mentalność. Mamy rok 2019. W Internecie roi się od trolli, fake newsów, chamstwa, prostactwa i buractwa. Z kolei w świecie rzeczywistym coraz głośniej mówi się o seksie, LGBT i pedofilii. Gdy ja miałem 10-13 lat, to stawiałem pierwsze kroki na komputerze, grając bez opamiętania w FIFA 2002 i Heroes III. Nie było Internetu, więc nie było powyższych problemów. Nikt również nie mówił o małżeństwach homoseksualnych, bo samo środowisko LGBT było w powijakach. Pedofilia? Pamiętam tylko jedną reklamę, by nie ufać obcym w sieci, bo to może być dorosły facet, który nie ma miłych zamiarów.
Dziś coraz młodsze dzieci mają dostęp nie tylko do komputera, ale i Internetu. Nie wiedzą jak reagować na pewne zachowania i sytuacje. Dziecko nie myśli w tych kategoriach, co dorosły (a przynajmniej większość dorosłych) i postępuje tak, jak koledzy. Wszyscy pamiętamy, jak w szkole obrażano okularników, nieśmiałych czy „kujonów”. Dziś jest tak samo, tylko że nazwaliśmy to „hejtem”. Ilu rodziców powiedziało dzieciom, że nie wolno pisać kłamliwych komentarzy o kolegach w internecie? Może kilka procent. 
Niestety, nie każdy rodzic wie, jak rozmawiać z dziećmi na powyższe tematy, bo nie każdy je rozumie. Wielu też nie chce tego robić, bo uważają, że jest to niepotrzebne i „za moich czasów nikt nas nie uczył o seksie i nie było nastoletnich ciąż i nikt nikogo w Internecie nie gwałcił”. Dlatego właśnie potrzebne są chociażby takie przedmioty, jak edukacja seksualna i edukacja medialna/internetowa (mniejsza o nazwę). I mam tu na myśli prawdziwą i rzetelną edukację seksualną dostosowaną do wieku i prowadzoną przez wykształcone osoby. Nie 60-letnią siostrę zakonną, nie 50-letnią panią od biologii, nie 30-letnią aktywistkę LGBT. Pierwsza z nich będzie indoktrynować po katolicku, druga z reguły nie ma odpowiedniej wiedzy, trzecia zaś skupi się na prawach LGBT zamiast na realnej edukacji. W szkole potrzeba kogoś młodego duchem, kto wyjaśni czym jest pedofilia, czym jest homoseksualizm, skąd się biorą dzieci i jak czerpać radość z seksu. A przy tym nie zrobi dzieciom papki z mózgu narzucając im swoją ideologię i nie będzie ich zawstydzał swoim „marudzeniem”.
Podobnie rzecz ma się z edukacją medialną, na której młodzież uczyłaby się podstaw dziennikarstwa. Jak rozsądnie korzystać z mediów społecznościowych (Facebook, Instagram), jak pisać na czatach, co o sobie mówić, czego nie, jakich stron unikać, czym jest clickbait, do czego ktoś może wykorzystać nasze dane osobowe, itp., itd. 
Crème de la crème - nauczyciele
Jednak na nic wszystkie te zmiany, jeżeli wciąż będziemy trzymać w szkole takich pedagogów, jakich mamy obecnie. W trakcie swojej 12-letniej przygody ze szkołą spotkałem kilkudziesięciu nauczycieli. O ilu z nich mogę powiedzieć: „to był dobry belfer, którego szanowałem”? Powiedzmy, że 5 osób nadawało się do nauczania. Reszta nie miała ku temu niemal żadnych predyspozycji (oprócz tytułu magistra ze swojego przedmiotu). Państwo powinno premiować nauczycieli, którym się chce, nie zaś wrzucać wszystkich do jednego worka i zabijać ich kreatywność i pomysłowość sztywnymi pensjami i formami awansu. W myśl zasady każdemu według zasług, należałoby oddzielić ziarno od plew. Dajmy nasze dzieci pod opiekę kogoś, kto chce uczyć i ma do tego dar. Miałem kilku „świetnych” nauczycieli, którzy sprowadzali lekcję do odczytywania słowo w słowo podręcznika. Ale do tego nie trzeba nauczyciela, to każdy sam może zrobić. Na szczęście miałem też kilku belfrów, którzy kochali to, co robią. Kochali uczyć, kochali uczniów, wymagali od nich i zarażali pasją do swojego przedmiotu. Byli stanowczy, ale przy tym łagodni. Potrafili bez trudu zapanować nad klasą i wcale nie musieli krzyczeć. Mieli coś, czego nie da się nauczyć na żadnych studiach – autorytet. Właśnie taki powinien być nauczyciel: obdarzony naturalnym darem nauczania pasjonat.
Dlatego politycy powinni odrzucić na bok Kartę Nauczyciela, która krępuje ruchy nauczycielom z pasji i promuje pracę przez „zasiedzenie”. „Siedź cicho, postępuj zgodnie z programem nauczania i obserwuj jak lecą lata pracy i rośnie twoja pensja” – takie przesłanie jest obecnie kierowane do wszystkich pedagogów. A wystarczy jedynie wprowadzić do szkoły nieco zasad znanych z wolnego rynku – zostają najlepsi i ich wynagradzamy, reszta niech szuka nowej pracy. Ale do tego trzeba dużo odwagi i chęci, czego obecnemu Sejmowi najzwyczajniej w świecie brakuje.
Opublikował:
Cezary Bronszkowski
Author: Cezary Bronszkowski
O Autorze
Z wykształcenia – magister dziennikarz, z pasji – komentator, krytykant. Liberał z kropelką konserwatyzmu. Kibic Bayernu Monachium.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.