niedziela
| 21 lipca 2019

Pim Fortuyn był politykiem o zdecydowanych poglądach i zarazem niemożliwym do zaszufladkowania. Dziwna prawicowo-lewicowa hybryda, jakich jest i pewnie będzie coraz więcej w naszych, dziwnych czasach. Bo z jednej strony – zdecydowany krytyk islamu (nazywał to "kulturą zacofania") i multikulturowej polityki Holandii – za co próbowano mu przypiąć łatkę prawicowego radykała, ale... no właśnie, okazało się, że jest jeszcze ta druga strona. Fortuyn to gej. Ale nie z takich, co to robią swoje i zachowują to dla siebie – wręcz przeciwnie, ten "prawicowy radykał" był... aktywistą wspierającym środowiska LGBT i prawa mniejszości seksualnych. W dodatku, w przeszłości był zdeklarowanym marksistą. Wyleczył się z tego.

Jego idee dotyczące zagrożeń płynących z islamu zaczęły trafiać do znarkotyzowanego przez lewicową propagandę społeczeństwa holenderskiego. W marcu 2002 r. doszło do trzęsienia ziemi. W wyborach samorządowych ugrupowanie Pima Fortuyna zdobyło w Rotterdamie aż 36 proc. głosów i był to pierwszy przypadek od czasów II Wojny Światowej, kiedy komuś udało się odsunąć od władzy socjalistów z Partii Pracy. Lewica wpadła w popłoch. Jego sondaże i popularność w kraju rosły i pojawiło się poważne zagrożenie, że ktoś powstrzyma lewicowe, multikulturalne szaleństwo. Trzeba było działać, natychmiast.

Sprawy w swoje ręce wziął Volkert van der Graaf – lewicowy aktywista na rzecz ochrony środowiska i praw zwierząt. Po tym, jak Fortuyn udzielił wywiadu znanemu dziennikarzowi, obaj wyszli ze studia. Wtedy do polityka podszedł lewicowy "miłośnik tolerancji" i zastrzelił go. Tłumaczył później, że zrobił to w obronie krytykowanych przez niego muzułmanów. Wyszedł na wolność już w 2014 roku, na długo przed końcem kary. Być może wykonał misję na polecenie z góry, jak esbek Piotrowski, morderca, który z lojalności wobec komunizmu (albo ze strachu przed nim) nie tylko zamordował księdza Popiełuszkę, ale i wziął na siebie winę, kryjąc do końca swoich mocodawców i odsiadując za nich wyrok. On również był szokująco łagodnie traktowany – co chwilę dostawał przepustki, a niezawisłe sądy skróciły mu karę o 10 lat.

Druga postać ze zdjęcia, Theo van Gogh, to osobowość telewizyjna. Jeśli jego nazwisko z kimś wam się kojarzy, to dobrze wam się kojarzy – ów publicysta był spokrewniony z legendarnym malarzem. Również miał krytyczne podejście do islamu i nie płynął z prądem oficjalnej narracji medialnej. Wręcz przeciwnie – wraz z antyislamską feministką (wychowaną w islamie i obrzezaną w dzieciństwie), nakręcili film o skandalicznym traktowaniu kobiet w islamie. Może Ochojska z Koalicji Obywatelskiej, w chwilach wolnych od plucia jadem i niepodawania ręki przeciwnikom politycznym, łaskawie obejrzy ten materiał, zanim drugi raz palnie coś tak kretyńskiego jak: "Muzułmanie byliby zszokowani widząc, jak Polacy traktują kobiety".

Ostatnim dziełem, nad jakim pracował van Gogh, był film o Pimie Fortuynie, zamordowanym 2 lata wcześniej przez lewicowego działacza. Publicysta otrzymywał pogróżki, ale nie brał ich poważnie, odmówił policyjnej ochrony. Jego podróż rowerem do pracy przeszyło 7 kul. Błagał o litość. Mohammed Bouyeri nie miał ochoty negocjować. Schował pistolet, wyjął nóż i próbował odciąć mu głowę. Wokół było za dużo ludzi, w tle wyły już syreny alarmowe, skończyło się więc na poderżniętym gardle. Na koniec marokański islamista przybił mu nożem do klatki piersiowej kartki z wersetami Koranu.

Czy ów Marokańczyk przekonał was w ten sposób, że van Gogh i Fortuyn mylili się w swoim sprzeciwie wobec islamizacji swojego kraju? Mnie nie.

Podsumujmy – dwóch ludzi dążących do przebicia się przez mur lewicowej propagandy z prawdą o mieszaniu kultur. Jeden zamordowany przez muzułmanina, drugi – przez lewicowego aktywistę broniącego muzułmanów. Hurra, Europa uratowana przed "prawicowym radykalizmem". Zabójcza tolerancja.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Razprozak
Author: Razprozak
O Autorze
Z wykształcenia dziennikarz, z zamiłowania badacz historii. W wolnych chwilach lubi troszkę po dekomunizować Polskę. Któregoś dnia przestało mu się nie chcieć i zaczął działać. Jego Facebookowy profil (Raz prozą, raz rymem — walczymy z propagandowym reżimem) jest odkryciem roku konserwatywnego Internetu.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.