wtorek
| 15 października 2019

Dziś wpis będzie skonstruowany nieco inaczej niż zwykle. Oczywiście, będzie też o lewactwie, LGBT, Żydach, aborcji, Jezusie i tak dalej, ale motywem przewodnim artykułu, który z racji swojej obszerności podzielę na dwie części (druga pojawi się już na początku przyszłego tygodnia), będzie otoczka towarzysząca pewnemu... serialowi komediowemu. Pamiętam taki okres z mojego dzieciństwa, kiedy w telewizji, bodajże TVP, emitowano amerykański sitcom "Frasier". Nadawany był – jeśli dobrze pamiętam – w godzinach porannych. Oglądałem go sporadycznie i ze sporą dawką znudzenia. Opowieść o zmanierowanym psychiatrze i jego perypetiach z ojcem i bratem, nasyconych intelektualnym dowcipem, nieszczególnie mnie bawiła. Teraz, po latach, rozczarowany większością współczesnych produkcji, postanowiłem "dać mu nową szansę", w nadziei, że jako dzieciak po prostu mało rozumiałem z fabuły. Nic dziwnego, w tamtych czasach pewnie bardziej niż sarkastyczne wstawki na temat relacji damsko-męskich, bawił mnie Kulfon podstawiajacy nogę Monice.

Nie, ten wpis nie będzie recenzją serialu "Frasier", ale to właśnie on mnie naprowadził na temat niniejszego artykułu. Okazuje się bowiem, że perypetie osób związanych z tym sitcomem są nieporównywalnie ciekawsze (nie zawsze w pozytywnym sensie), niż sam serial i jego fabuła. Na tyle ciekawe, że zdecydowałem by podzielić się tym z wami. Moja wrodzona ciekawość sprawiła, że postanowiłem poczytać sobie o twórcach serialu i aktorach odtwarzających w nim główne role. W ten sposób dowiedziałem się – rubryka obyczajowa – że aktor odtwarzający brata głównego bohatera (David Hyde Pierce) i aktor grający jego kolegę z pracy (Dan Butler), po latach ujawnili się jako homoseksualiści, a dziś obaj są żonaci. To znaczy, pardon – zamężni. Aktorka grająca pomoc domową, Jane Leeves, to dziś aktywistka na rzecz praw LGBT, z kolei inna aktorka, Żydówka Amy Brenneman, podpisała listę pod tytułem "miałam aborcję i się tego nie wstydzę", czyli w domyśle – chwalę się tym, że zabiłam w sobie ludzkie życie. Z kolei aktor grający ojca głównego bohatera, John Mahoney, to katolik pełną gębą, zresztą sam – u szczytu popularności powiedział: "Chrześcijaństwo to prawdopodobnie najważniejszy aspekt mojego życia". Zatrzymajmy się chwilę przy tym wątku.

W młodości Mahoney, służąc w armii, został oddelegowany do pracy w szpitalu. Tamte wydarzenia go ukształtowały. "Po prostu myślę, że obserwując z bliska te wszystkie choroby i cierpienia, a zarazem widząc ludzką wolę walki i wiarę, doszedłem do wniosku, że ludzie do naśladowania to ci, którzy kochają. Kochają Boga, kochają drugiego człowieka i nie myślą tylko o sobie". Już jako aktor, Mahoney poszedł na Mszę Świętą w Chicago, która zmieniła wszystko. "To był najbardziej emocjonalny moment w całym moim życiu. Nie wiem skąd to się wzięło, byłem wtedy w lekkim dołku, a po tamtym wydarzeniu podjąłem wysiłek, by stać się lepszym człowiekiem, by stać się częścią świata, w którym żyję. Zacząłem brać udział w życiu innych ludzi, zamiast po prostu oczekiwać od nich, żeby brali udział w moim. Modliłem się do Ducha Świętego o mądrość, zrozumienie i wiedzę. Wydaje mi się, że wysłuchał moich modlitw tamtego dnia, podczas mszy. Moje życie całkowicie się zmieniło w tej jednej chwili. Zobaczyłem siebie takiego, jakim jestem. Spojrzałem w przyszłość i dostrzegłem to kim chcę być. W pewnym sensie na nowo powierzyłem się Bogu i błagałem, żeby uczynił mnie lepszym człowiekiem. To nie było spowodowane strachem przed trafieniem do piekła, nic z tych rzeczy. Po prostu czułem, że nie zostałem stworzony po to, żeby żyć takim życiem, jakie wtedy wiodłem. Musiałem się poprawić, i wierzę, że tak się stało. Teraz siebie lubię".

Aktor wyznał też, że 20 lub 30 razy dziennie odmawia kilkusekundową modlitwę: "Dobry Boże, pomóż mi traktować każdego – włącznie ze mną samym – z miłością, szacunkiem i godnością". Tu pozwolę sobie na dygresję. Oczywiście, jest prawdą, że żyjemy w czasach kolejnej gigantycznej nagonki i fali nienawiści skierowanej w stronę chrześcijaństwa. Prawdą jest też, że ci, którzy najbardziej zapluwają się jadem w temacie chrześcijan i dostrzegają każde źdźbło w oku katolika, sami mają zazwyczaj w oku tyle belek drewna, że lęgnie się w nich kornik drukarz. Mimo wszystko myślę jednak, że gdyby wszyscy ludzie wierzący odmawiali taką krótką modlitwę jak John Mahoney (jeśli nie 30 razy dziennie to chociaż 3 razy na tydzień), i gdyby wszystkim nam faktycznie na co dzień zależało na wypełnianiu nawet tych najtrudniejszych, tych najbardziej niewygodnych fragmentów nauczania Chrystusa – bylibyśmy postrzegani inaczej. Dawalibyśmy chrześcijaństwu lepszą reklamę. A może nawet mniej byśmy się przejmowali wymierzoną przeciw nam propagandą i falą pomyj. Może Bóg wtedy chętniej dodawałby nam sił do walki, dzięki czemu ta walka byłaby o wiele łatwiejsza niż dziś, gdy jesteśmy w większości zgorzkniali, zmęczeni chorą rzeczywistością XXI wieku, wypełnieni pustką, pełni pretensji do Boga i pełni ochoty do szukania winy wszędzie tylko nie w sobie i w słabości swojej wiary, którą tak chętnie traktujemy selektywnie – chodzę co tydzień do kościółka, rzucam piątaka na tacę, nikogo nie zabiłem i nie kradnę w supermarkecie, więc moje życie to jedna wielka autostrada do nieba. A to nie tak.

Nie chodzi mi teraz o łagodność i ustępliwość wobec zła – nie, nic się nie zmienia – nadal zamierzam nazywać je po imieniu, z całą stanowczością. Zła, obłudy, fałszu TRZEBA szukać, trzeba nauczyć się je rozpoznawać – u innych i u siebie. Tylko wtedy można skutecznie z nim walczyć i bronić się przed nim. Zło nierozpoznane jest niemożliwe do pokonania. Tryb incognito to jego najbardziej śmiercionośna broń. Jego Wunderwaffe. Chodzi mi więc w tym wpisie nie o to, żeby przestać zauważać zło u innych i skupiać się tylko na tym, żeby być dobrym dla wszystkich i dla wszystkiego, również dla zła. Chodzi mi o to, że może warto nauczyć się na nowo odróżniać zło od tych, którzy je szerzą – dobrze jest nienawidzić zło i grzech, ale źle jest nienawidzić złych i grzesznych, tym bardziej, że musielibyśmy wtedy nienawidzić częściowo samych siebie. Nie tego przecież uczył nas Chrystus. Mówił: "kochaj bliźniego jak siebie samego", a nie: "nienawidź innych tak jak siebie nienawidzisz, tak będzie sprawiedliwie". Nie miejmy więc żadnej tolerancji dla zła, ale miejmy więcej cierpliwości dla tych, którzy topią się w jego brudnych wodach.

Tu mógłbym postawić kropkę i wyszedłby trochę kaznodziejski wpis o moralizatorskiej wymowie, ale... to była tylko dłuższa dygresja do głównego wątku. Co do ciekawostek dotyczących serialu, pora wreszcie przyjrzeć się głównej postaci, psychiatrze Frasierowi, granemu przez Kelseya Grammera. Że zmarł mu na raka dziadek, który po rozwodzie rodziców wychowywał go, kiedy przyszły aktor był jeszcze nastolatkiem – żadna sensacja. Że jego dwóch przyrodnich braci utopiło się podczas nurkowania – smutna sprawa, ale tak bywa. Jednak w (szczególnie obfitującym w wydarzenia na świecie) roku 1968, wydarzyła się kolejna tragedia w życiu przyszłego komika. A zaczęło się od... tragicznej śmierci czarnoskórego aktywisty, Martina Luthera Kinga.

Okoliczności zamordowania legendarnego pastora i działacza walczącego o prawa czarnoskórych, do dziś budzą wiele kontrowersji i jeszcze więcej teorii spiskowych. Nic jednak nie świadczy o tym, że było to morderstwo na tle rasowym – rozważa się teorię o szaleństwie jego zabójcy, lub o motywach politycznych, bo King z pewnością był niewygodny dla wielu wpływowych osób i wielu środowisk. Jego śmierć wywołała furię u osób sympatyzujących z nim. Do tego stopnia, że pewien taksówkarz – niejaki Arthur Bevan Niles, pochodzenia latynoskiego, wymalował sobie taksówkę napisami: "Zabić białe świnie". Gdy zauważyła to policja, zatrzymała go i skonfiskowała jego auto. To tylko dodatkowo rozsierdziło Nilesa. Kilkanaście dni po pogrzebie Kinga, i zarazem kilkanaście dni po narodzinach syna Nilesa – mężczyzna, w środku nocy, 24 kwietnia 1968, dostał się na posesję pewnego mężczyzny. Podpalił jego auto, żeby wywabić go z domu. Gdy zaskoczony dymem i płomieniami mężczyzna wyszedł z domu – Niles go zastrzelił. Tym mężczyzną, zastrzelonym przez rasistę chorego z nienawiści do białej rasy, był Frank Grammer. Ojciec odtwórcy głównej roli w serialu komediowym "Frasier".

Mężczyzna oskarżony o zamordowanie pastora Kinga spędził w więzieniu resztę życia, na wolność wypuściła go dopiero śmierć – choć jego morderstwo nie miało znamion nienawiści rasowej, zapewniał o swojej niewinności, dowody przeciw niemu były bardzo kruche i nie pokrywały się z zeznaniami świadków, a do dziś mnożą się opinie, że zrobiono z niego kozła ofiarnego, żeby ukryć prawdziwych sprawców. Morderca Niles jest na wolności już od lat 90-tych, choć zabił z powodu nienawiści rasowej, nigdy nie ukrywał swego czynu a po latach nawet wyznał, że wcale nie żałuje tego co zrobił. Do sędziego, który zakazał mu zbliżania się do syna, napisał krótki list: "W takim razie będę musiał wrócić do Maryland, żeby pana zabić, Wysoki Sądzie".

Przedwczesna śmierć ukochanego dziadka, tragiczna śmierć obu przyrodnich braci, ojciec zamordowany przez rasistowskiego fanatyka... Chyba już wystarczy jak na wytrzymałość jednego człowieka, prawda? Okazało się jednak, że wcale nie. Choć trudno w to uwierzyć, najgorsze miało dopiero nadejść. Bo oto pewnego letniego popołudnia, dwóm młodym, czarnoskórym mężczyznom, bardzo się nudziło. Jeden z nich, Michael Corbett, był żołnierzem, a drugi – Freddie Glenn pracował w Forcie Carson jako pracownik cywilny. Widocznie amerykańska armia płaciła im za mało, bo 19 czerwca 1975 roku postanowili porwać kucharza wychodzącego z pracy w restauracji hotelu Four Seasons. Wywieźli go na pustkowie, rzucili na ziemię, któryś z nich dokonał na nim katyńskiej egzekucji – strzałem w tył głowy. Przeczesali kieszenie nieszczęsnego Daniela Van Lone'a. Zarobili na jego śmierci dokładnie 50 centów.

Nie zrazili się tym jednak, a wręcz przeciwnie – złapali bakcyla. Kilka dni później spotkali nad pobliskim jeziorem kolegę z pracy, żołnierza pracującego w tym samym forcie, co oni – Winfreda Proffitta. Nawiązali rozmowę, udając, że chcą mu sprzedać działkę marihuany. Zamiast tego, Corbett "sprzedał mu kosę". Wojskowe zajęcia z użyciem bagnetu tak mu się spodobały, że zadźgał nim przypadkowego człowieka tylko po to, żeby... "przekonać się, jak to jest". Gdy już się przekonał, to wraz ze wspomnianym wyżej Glennem i dwoma innymi czarnoskórymi, zaplanowali napad rabunkowy na restaurację "Czerwony Homar". Plan zrealizowali 1 lipca, ale ku ich wściekłości – znowu nic na tym nie zarobili, ponieważ kasa była pusta. Pech chciał, że w zamkniętej już dla klientów restauracji, do której włamała się ta dzika horda, wciąż przebywała 18-letnia kelnerka, czekająca aż chłopak odbierze ją z pracy.

Widziała ich, nie mogli jej tak zostawić. Wywlekli ją z restauracji do samochodu, po drodze obrobili sklep wielobranżowy, a następnie zajechali do domu, który wynajmowali, i wielokrotnie dokonali na tej nastolatce zbiorowego gwałtu. Błagała o litość. Freddie Glenn miał jednak inne plany. Poderżnął jej gardło, dźgnął w plecy i rękę. Wykrwawiła się, próbując doczołgać się do najbliższego domu, gdzie było zapalone światło. Policja przez tydzień nie potrafiła ustalić tożsamości zamordowanej nastolatki. Po tygodniu zwłoki zidentyfikował jej brat. Kelsey Grammer, odtwórca głównej roli w serialu "Frasier".

To właśnie brutalne morderstwo dokonane na jego siostrze sprawiło, że późniejszy gwiazdor telewizyjny nie mógł się pozbierać przez całe lata. Pił, ćpał, był zamykany za posiadanie kokainy i jazdę w stylu Durczoka. Nie widział sensu życia. Po latach udało mu się wrócić do zmysłów, a niemałą rolę odegrało w tym procesie zbliżenie się do Boga. Nie jest to może wiara tak silna i niezachwiana jak w przypadku wspominanego wyżej kolegi z planu serialu, Grammer optuje za legalizacją związków homoseksualnych, ale to właśnie on powiedział: "Dobrze jest opowiadać historię Jezusa, bo to jest prorok miłości, jest Synem Boga. Musimy więcej rozmawiać o alternatywie dla rzeczywistości, w jakiej żyjemy. Wiesz, dziś wiele osób porzuca wiarę, a to może wcale nie jest takie mądre jak się niektórym wydaje. Uważam, że wiara to coś wspaniałego". Poglądy Grammera, jak każdego człowieka który z wiekiem mądrzeje i inaczej spogląda na błyskotki tego świata, ewaluowały w kierunku konserwatyzmu. Aktor od kilkunastu lat otwarcie popiera amerykańską prawicę, przez co oczywiście nie może liczyć na przychylność mainstreamowych mediów. Wcale jednak nie wygląda na to, żeby się tym przejmował. Ameryka żyje w oparach lewicowego szaleństwa, gdzie próbuje się wprowadzić zakaz posiadania broni, żeby ludzie nie mogli bronić swojego domu w razie napadu (na przykład takiego, przez który Grammerowi zamordowano ojca oraz zgwałcono i zamordowano siostrę), a zarazem życie w łonie matki traktuje się jako drobiazg bez żadnej wartości. Aktor wyśmiał te dwa absurdy naraz, pozując do zdjęcia w koszulce z genialnym napisem: "Czy zaczniemy przejmować się aborcją dopiero wtedy, kiedy przy jej wykonywaniu zaczną używać pistoletów?".

Kolejna, dość makabryczna ciekawostka, dotyczy... imion. Morderca ojca aktora nosił nazwisko Niles, morderca jego siostry miał na imię Freddie. To nie są częste imiona. Wiecie jak w serialu "Frasier" nazwano postaci występujące jako brat i syn głównego bohatera? Otóż... Niles i Freddie. Trudno to wytłumaczyć, prawdopodobnie to po prostu dziwny zbieg okoliczności, bo trudno przypuszczać, żeby scenarzyści serialu z premedytacją zakpili sobie z aktora mającego grać w ich produkcji tytułową rolę. A może to był jego pomysł? Być może to była jakaś forma terapii...? Oswojenia się z tymi imionami, akceptacja, zamknięcie traumatycznego rozdziału i oprawienie go w ramy komediowe? Możemy tylko gdybać, nikt nigdy publicznie się do tego nie odniósł.

Wierzcie lub nie, ale cała pierwsza część, czyli cały artykuł który właśnie przeczytaliście, jest tylko pewnego rodzaju wprowadzeniem i przedsmakiem do najciekawszej ciekawostki związanej z tym serialem, która w dodatku związana jest z... historią Polski, i ściśle pokrywa się z tematyką tych tekstów, które publikuję na co dzień. Na razie nie zdradzę szczegółów, za kilka dni sami się przekonacie. A jeśli nie wierzycie, że otoczka jednego serialu komediowego może zawierać jeszcze większą dawkę dramatyzmu, i że wisi nad nim jakieś dziwne fatum, to jeszcze tę pierwszą część zakończę innym dowodem na to, że się mylicie.

David Angell, współtwórca i scenarzysta serialu "Frasier", poznał swoją żonę, Lynn, na początku lat 70-tych, na półwyspie Cape Cod. Ślub wzięli 14 sierpnia 1971 roku, stanowili kochającą się parę. Niespełna miesiąc po obchodach 30. rocznicy ślubu, wybrali się na ten sam półwysep Cape Cod, zaproszeni na wesele jednego z członków rodziny. Po uroczystościach weselnych i sentymentalnej podróży do miejsca, gdzie się w sobie zakochali, zasiedli na pokładzie samolotu, by wrócić do domu w Los Angeles. Ich podróż zakończyła się jednak w Nowym Jorku. Na ścianie budynku World Trade Center...

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Razprozak
Author: Razprozak
O Autorze
Z wykształcenia dziennikarz, z zamiłowania badacz historii. W wolnych chwilach lubi troszkę po dekomunizować Polskę. Któregoś dnia przestało mu się nie chcieć i zaczął działać. Jego Facebookowy profil (Raz prozą, raz rymem — walczymy z propagandowym reżimem) jest odkryciem roku konserwatywnego Internetu.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.