środa
| 14 listopada 2018

Kto, z kim, gdzie i dlaczego akurat tam… Im bliżej 11 listopada, tym więcej kłótni i niesnasek na tle świętowania setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Niektórzy mają pretensje do władz, że z 250-milionowym budżetem nie zorganizowały nic spektakularnego. Inni wskazują na liczne inicjatywy lokalne, a także centralne. My jak to my, zdążyliśmy się pokłócić już dziesiątki razy o tę najwłaściwszą formę świętowania. Spory wychodzą poza krąg mediów społecznościowych (czyli bańki medialnej, która tak naprawdę obejmuje znikomy procent społeczeństwa). Z uczestnictwa w uroczystościach państwowych wyłamali się byli prezydenci: Bronisław Komorowski ma zamiar tego dnia być w Poznaniu, Lech Wałęsa zapowiedział bojkot. A w tym wszystkim umyka nam właściwy sens świętowania – po 123 latach nasza Piękna Niepodległa wróciła na mapy Europy i świata. I choć listopad 1918 roku był jednym z wielu przystanków w czasie wielowiekowej podróży naszego Narodu, jest tą datą, która powinna łączyć wszystkich.

Niech każdy świętuje tak, jak chce, tak, jak mu podpowiada poczucie patriotyzmu. Nie jestem z tych, dla których ich prawda jest prawdą jedyną. Idź na koncert, na obchody w Twoim mieście, wywieś flagę, zapal znicz bohaterom, spędź miło dzień z bliskimi – zrób to, co sprawi, że ten dzień będzie dla Ciebie wyjątkowy. Moje poczucie patriotyzmu już od lat kieruje mnie 11 listopada w okolice ronda Romana Dmowskiego w Warszawie, skąd wyruszają kolejne Marsze Niepodległości.

Dlaczego? Po pierwsze z sentymentu. Pamiętam Marsze z lat, gdy Polską rządziła koalicja PO-PSL. Marsze były wówczas nie tylko wyrazem upamiętnienia roku 1918, ale także bardzo silnym głosem sprzeciwu wobec władzy. Wśród kiboli i "nazioli" można było poczuć się jak wśród swoich – bo wkurzało nas to samo: zła władza niedbająca o dobro Polski. Spalona budka pod Ambasadą Rosji, agresywna policja, prowokacje. Ktoś myślał, że w ten sposób zniechęci Polaków do świętowania niepodległości. Sześć, siedem lat temu dopiero walczyliśmy o to, aby wiedza o Żołnierzach Wyklętych przebiła się do szerszej świadomości. Dziś, kiedy Inka i Zagończyk mają nareszcie swoje groby, a wciąż czekamy na godne pogrzeby m.in. Witolda Pileckiego i Augusta Fieldorfa Nila, wydaje się nam oczywistym, że mówimy o nich jako o Niezłomnych. Wówczas – nie było to tak jasne. Marsz i jego uczestnicy mają ogromny wkład w docieranie do Polaków z patriotycznym przekazem. Czy to się UE podoba, czy też nie.

Po drugie dlatego, że 11 listopada chcę być razem z moimi współobywatelami. Reprezentującymi różne nurty, od rojalistów, po kibiców i Solidarność. Nikomu poza narodowcami nie udało się jak dotychczas zorganizować wydarzenia tak szerokiego i pojemnego. Stanowczo sprzeciwiam się obrzydliwym neonazistowskim banerom czy hasłom, które marginalne grupki przemycają na marginesie Marszu. Jet to wielkie wyzwania dla organizatorów, aby takich ludzi zupełnie odseparować. Ale margines nie może przesłaniać całości. Morze biało-czerwonych flag, dziesiątki tysięcy gardeł śpiewających Mazurka Dąbrowskiego, poczucie solidarności i jedności – tak wygląda Marsz, jaki znam.

Po trzecie, bo jestem przekorna. Bo im bardziej europejskie elity będą próbowały Marsz i jego uczestników oczernić, zakłamać, a ostatecznie unicestwić, tym bardziej mam ochotę zrobić im na złość. Mogę zostać nazwana "faszystką", "nazistką" czy "wyrazicielką supremacji białej rasy". Określenia te z ust unijnych dygnitarzy nie są dla mnie obrazą, a wręcz komplementem. To nie Guy Verhofstad decyduje o tym, jak Polacy będą celebrować najważniejsze dla swojego Narodu rocznice. To na szczęście nie on.

Po czwarte, bo sprzeciwiam się fali krytyki i bezpodstawnego hejtu, jaka popłynęła w kierunku organizujących od samego początku Marsz narodowców. Dlatego, że nie zgodzili się na oddanie organizacji MN państwu. Wielu z tych, którzy w czasach, gdy Marsz był głosem sprzeciwu wobec Platformy byli nim zachwyceni, nagle uznało, że w tym roku będzie to wydarzenie niewarte uwagi, a nawet niebezpieczne. Przyznam, że sama chciałabym pójść w Marszu, w którym idą przedstawiciele rządu, politycy, kibole, całe rodziny, moi znajomi. Jednak negocjacje między stroną rządową a organizatorami MN zakończyły się fiaskiem – o powodach z pewnością jeszcze sporo usłyszymy. Szkoda, że niektórzy politycy partii rządzącej stają teraz w opozycji do MN. Gdzie bez tego Marszu poszlibyśmy w roku 2011, 2013, 2014?

Zapraszam na Marsz Niepodległości wszystkich. Nie bójcie się nazioli i faszystów – to urojenie antypolskich imaginacji. Ale przede wszystkim zachęcam, aby 11 listopada wyjść z domu i po prostu – niezależnie od miejsca i sympatii politycznych – być razem. Niech żyje Niepodległa!

Fot. Aleksandra Kasperska

Opublikował:
Zuzanna Dąbrowska
Author: Zuzanna Dąbrowska
O Autorze
Zuzanna Dąbrowska – Dziennikarka z wykształcenia i pasji. Reporterka Radia Maryja, zajmująca się przede wszystkim życiem Sejmu.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.