środa
| 14 listopada 2018

– Czy Polska jest w Europie? – spytała mnie podczas mojego pobytu na Islandii pewna Francuzka. – Nie, w Afryce – pomyślałem, ale nie chciałem być niemiły, ugryzłem się w język i zagadnąłem, co ona rozumie pod pojęciem "Europa". Zaczęła błądzić i nie za bardzo potrafiła odpowiedzieć na moje pytanie.

W Polsce pod względem wiedzy jest nie lepiej. Ostatnio po Internecie krąży ciekawy filmik: uczestnicy Familiady do największych krajów świata zaliczyli… Koreę Północną, Ameryką Południową i Anglię, a po rozpadzie ZSRR według nich powstały… Czechy i Polska. Czy ludzie z takim poziomem ignorancji i braku elementarnej wiedzy o współczesnym świecie powinni brać udział w wyborach? Pytanie retoryczne. Niestety, biorą. Tymczasem przed nami druga tura wyborów. W wielu miastach nie odbędzie się, bo już w pierwszej turze często powygrywali kandydaci dotychczas sprawujący władzę, którzy niekoniecznie dobrze się zasłużyli.

Swoisty ranking pisarzy

Ostatnie wybory samorządowe pokazały, że ludzie głosują nie tylko na zadłużaczy (Krzysztof Żuk z PO, który wygrał w pierwszej turze wybory na prezydenta Lublina, uważa nawet, że kredyt jest naturalnym narzędziem do… finansowania rozwoju), łapówkarzy, seksistów (pierwszą turę wyborów na prezydenta Legionowa wygrał Roman Smogorzewski, który wygłaszał seksistowskie uwagi), gwałcicieli (kandydat na prezydenta jednego z dużych miast przeszedł do drugiej tury wyborów mimo nieprawomocnego wyroku za gwałt na urzędniczce), ale nawet na przestępców (skrajnym przypadkiem jest Hanna Zdanowska z PO, która zdecydowaną większością głosów w pierwszej turze wygrała wybory na prezydenta Łodzi, mimo prawomocnego skazującego wyroku sądu). Choć osoby te wygrywały wybory nie dlatego, że dopuszczały się niecnych czynów, ale dlatego, że są znane. Bo ludzie głosują nie na kandydatów rozumnych i wykształconych, którzy mogliby i potrafiliby poprawić funkcjonowanie państwa, choćby na szczeblu samorządowym, a na osoby znane, niezależnie od tego, co sobą reprezentują, co zrobili i jaki mają program wyborczy.

Tak samo jak czytelnicy kupują książki nie te, które są najlepsze, a te, które są najbardziej promowane, a przede wszystkim tych autorów, których znają na przykład jako celebrytów z TVP, TVN czy pudelka. Gdyby format polskich pisarzy mierzyć długością kolejki po autograf na krakowskich targach książki, to poza Wojciechem Cejrowskim najwybitniejszymi pisarzami byliby… Kuba Wojewódzki, Marzena Rogalska, Anna Lewandowska i Karolina Szostak. Czytelnicy są zainteresowani ich książkami, choćby napisali najgorszą szmirę.

Najsmutniejsze jest to, że wyborów nie wygrywa się dobrym programem. Który kandydat wygrał wybory, głosząc słuszne hasła obniżki podatków, czy redukcji biurokracji? Nie słyszałem. Wyborów samorządowych nie wygrywa się też obietnicami prowadzenia oszczędnej, racjonalnej gospodarki miejskiej. Zwycięża się raczej organizowaniem imprez kulturalnych i budową kolejnych "skarbonek" z dotacji unijnych, które jeszcze bardziej zadłużą gminę i spowodują jeszcze większe jej uzależnienie od banków i innych instytucji finansowych. Ale tym nikt ani z wyborców, ani z samorządowców się nie przejmuje. Ważniejsze, by wybudować stadion, filharmonię, czwarte muzeum, szósty dom kultury i dwudziesty siódmy plac zabaw. To w efekcie prowadzi bezpośrednio do degradacji gminy z powodu coraz gorszej sytuacji finansowej i braku pieniędzy na bieżące, naprawdę istotne potrzeby społeczności lokalnej.

Skarbonki Szaleńca

Taka polityka sprawia, że nie pojawiają się nowi inwestorzy, którzy zapewniliby nowe miejsca pracy i dodatkowe wpływy do gminnego budżetu, bo władze nie dbają o to, by zapewnić im korzystne warunki rozwoju. Czasami, korzystając z unijnych funduszy, buduje się strefy gospodarcze i parki przemysłowe, ale zwykle jest to robione w tak nieudolny sposób, że nie przyciąga inwestorów. W rezultacie baza podatkowa kurczy się, zamiast rosnąć, a gminę opuszcza coraz większa liczba mieszkańców.

Modelowym przykładem prowadzenia takiej polityki jest wyludniająca się szybko Czeladź (woj. śląskie), gdzie pierwszą turę wyborów wygrał dotychczasowy burmistrz Zbigniew Szaleniec, który w ostatniej kadencji na lewo i prawo trwonił miejski budżet. Na potęgę finansował kolejne "skarbonki", ozdóbki i imprezy poza większymi, także takie w rodzaju urodzin dzielnicy z gwiazdami ogólnopolskiego formatu czy z okazji wyremontowania urzędu miejskiego albo oddania do użytku ulicy po położeniu nowej nawierzchni. Szczytem absurdu jest budowa tężni solankowej w mieście, gdzie smog przez ponad pół roku nie daje mieszkańcom oddychać. To człowiek, który szczyci się tym, że wydatki gminne w cztery lata zwiększył o prawie 70 proc. (poza zaciąganiem zobowiązań, w dużej mierze poprzez wyprzedaż majątku gminnego po niskich cenach)! Na podobne huczne i "bogate" imprezy marnuje pieniądze podatników Łukasz Komoniewski, prezydent sąsiedniego Będzina z SLD, który również zwyciężył w pierwszej turze wyborów.

Z kolei w pierwszej turze poległ Stanisław Pisarek, kontrkandydat Szaleńca, który miał racjonalny program wyprowadzenia Czeladzi na prostą. Z kretesem wybory przegrali też kandydaci Wolności: Janusz Korwin-Mikke w Warszawie, dr Sławomir Mentzen w Toruniu, Krzysztof Lipczyk w Łodzi czy Konrad Berkowicz w Krakowie. Tak samo znikome poparcie dostali mający zdroworozsądkowe programy posłowie Kukiz’15: Marek Jakubiak w Warszawie, Jakub Kulesza w Lublinie czy Tomasz Jaskóła w Częstochowie. Temu ostatniemu zwróciłem uwagę na Facebooku, że niestety, obniżkami podatków w Polsce nie wygrywa się wyborów. Poseł Jaskóła słusznie odpisał, że "Nie ma innej drogi niż minimalizowanie podatków i uporządkowanie administracji". "Obniżka podatków dla wszystkich! Zostaną wam pieniądze w kieszeni" – dodał. Oczywiście to prawda, nie ma innej drogi, ale lud tego nie rozumie ani nawet nie próbuje zrozumieć… więc nie będzie głosował za takim programem. "Obniżenie podatków rozumieją tylko pracodawcy, zwykły obywatel pewnie pomyśli, że to i tak nic nie zmieni, a tylko pracodawca będzie miał więcej" – skomentował na Facebooku Andrzej Godosz z Częstochowy.

Rodzinny układ nie przeszkadza

Sytuacje, takie jak w Gliwicach czy Nowej Soli (woj. lubuskie), gdzie najpierw myśli się o zapewnieniu gminie odpowiednich dochodów, a potem o ewentualnym rozdawnictwie i "skarbonkach" są wyjątkiem. W Gliwicach w pierwszej turze wyborów wygrał Zygmunt Frankiewicz, który od 25 lat (rekord na skalę Polski) jest świetnym prezydentem miasta – na początku swoich rządów, choć był za to mocno krytykowany, rozbudował bazę podatkową dzięki sukcesowi Podstrefy Gliwickiej Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej i teraz miasto czerpie z tego profity, a zadłużenie Gliwic jest na jednym z najniższych poziomów w Polsce. Z kolei w Nowej Soli znaczącą większością głosów wygrał rządzący od czterech kadencji burmistrz Wadim Tyszkiewicz, który również sprowadził inwestorów bogacących gminę. Ale ci włodarze też nie zdobyli kolejnej kadencji dlatego, że dobrze rządzą, a bardziej dlatego, że są znani. Przeprowadzający swoją wolnościową rewolucję w Środzie Wielkopolskiej burmistrz Wojciech Ziętkowski, choć wygrał pierwszą turę wyborów, to jednak uzyskał poniżej 50 proc. głosów i musi zmagać się z konkurentem w drugiej turze. Trzymajmy kciuki za Ziętkowskiego, a także za posła Wojciecha Bakuna, który jeszcze walczy o fotel prezydenta Przemyśla.

Iwona Szaleniec, żona burmistrza Czeladzi, dostała się do rady powiatu będzińskiego mimo faktu, że jest dyrektorem miejskiego muzeum, które podlega… mężowi i bierze za to niezłe pieniądze. Wyborcom – jak widać – taki rodzinny układ nie przeszkadza. A wygrała nie dlatego, że jest świetną organizatorką muzeum, a dlatego, że nosi nazwisko swojego męża. Zresztą na różnych szczeblach samorządowych do rad i sejmików w całej Polsce dostały się osoby z rodzin polityków PiS, PO czy PSL. Te przykłady potwierdzają, że wyborcy głosują przede wszystkim na ludzi znanych bez względu na to, jak przyczyniają się oni do dobrobytu czy też upadku swoich miast. Dlatego też nikłe szanse w wyborach mieli słabo znani, choć dobrze przygotowani merytorycznie kandydaci niezależni. Co gorsze, niektórzy z nich  nawet w wyborach do rad gminnych odpadali z powodu absurdalnej ordynacji wyborczej. Wydaje się, że problem tkwi w tym, iż niedouczonych ludzi w ogóle to nie obchodzi! Idą do lokali wyborczych i bezmyślnie głosują bez głębszej analizy tego, kim jest i co robi ich kandydat. Tak jak czytelnicy książek celebrytów, którzy w większości po powrocie do domu rzucą nowy nabytek gdzieś w kąt i nawet nie przeczytają pierwszego rozdziału.

Fot. Tomasz Cukiernik

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor trzech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.